„Najlepsze państwo” – recenzja

2012/01/27

Lech Mażewski, Najlepsze Państwo (z perspektywy patriotycznego realisty), Wydawnictwo Comandor, Warszawa 2005.

Uważni Czytelnicy pamiętają może sprzed ponad dwóch lat nazwisko Autora omawianej dziś pozycji. Recenzując tu napisaną przezeń „W objęciach utopii” – nonkonformistyczną i stanowczo niepozbawioną racji analizę dziejów NSZZ „Solidarność” – wspomniałem o jego publicystyce, zamieszczanej na łamach „Przeglądu” i „Myśli Polskiej”. Właśnie wybrane teksty Mażewskiego z tych tytułów – a także Magazynu „Obywatel” i nieistniejącego już miesięcznika „Dziś” – złożyły się na 72-stronnicową broszurę, której poświęcam niniejszy tekst.

Moją partią jest Polska

We wstępie Autor określa wspólny mianownik dziewięciu tworzących całość artykułów. Jest nim dwudziestowieczna historia Polski ze szczególnym naciskiem na kluczowe daty: 1918, 1945 i 1989 r. Definiuje też tytułową perspektywę patriotycznego realisty: „moją partią jest Polska, a nie cokolwiek innego (…) traktuję o tym, co rzeczywiście było lub obecnie jest, a nie odwołuję się do wytworów ideologicznych fantazji”. Uzupełnienie tej deklaracji ideowej stanowi dedykacja dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Z powodu osobistych zainteresowań, a także przez wzgląd na cierpliwość Czytelników, części esejów – tych poświęconych zagadnieniom filozoficznym, gospodarczym lub bieżącym komentarzom politycznym – przyjrzę się pobieżnie. Szerzej zajmę się trzema pierwszymi, ściśle historycznymi.

I. O genezie i upadku II RP oraz powstaniu PRL

W pierwszym szkicu Czytaj resztę wpisu »


O tym, jak się dajemy wywieść w pole

2012/01/13

W noweli „Selim Mirza” Henryk Sienkiewicz opisuje walki toczone podczas wojny 1870 r. przez francuski oddział partyzancki. Dowódca oddziału pod względem talentu militarnego – bo moralnie już, niestety, nie – stanowi coś w rodzaju krzyżówki Kmicica z Wołodyjowskim i kasztelanem Czarnieckim na dodatek.

„Zuchwalstwo jego przekraczało wszelkie granice, ale też i szczęście sprzyjało mu stale. Czasem, rzekłbyś, pozwalał się dobrowolnie otaczać, a potem uderzał nagle jak obuchem. Raz zdarzyło się, że oddział liczący blisko ośmiuset ludzi szedł naprzód co sił, w mniemaniu, że idzie w nasze ślady, a to my tymczasem szliśmy po jego tropie i napadłszy nań wreszcie na błotach wśród nocy, wybiliśmy mu trzecią część ludzi. Innym razem La Rochenoire umiał tak urządzić, że dwa oddziały pruskie przez kilka godzin strzelały w ciemnościach do siebie, sądząc, że strzelają do nas.

(H. Sienkiewicz, Nowele, t. II, Warszawa 1964, s. 386)

***

Jakoś w maju, w ramach wykładu z przedmiotu „statystyka i demografia historyczna”, pokazano nam film Florina Iepana „Dzieci z Dekretu„. Dokument opowiada o tragicznym w skutkach „eksperymencie demograficznym”, przeprowadzonym w Rumunii przez Nicolae Ceauşescu.

Że rządy rumuńskiego dyktatora były zbrodnicze, nie ulega najmniejszej wątpliwości i nie o tym w ogóle chcę pisać. Kluczowy jest nie sam temat, a sposób, w jaki twórcy filmu doń podeszli. Z zagadnienia potencjalnie wielce ciekawego, wielowątkowego, inspirującego do przemyśleń na temat natury przymusu, skutków, do jakich prowadzi, postrzegania świata przez ludzi władzy… – zrobiono otóż ordynarną proaborcyjną propagandówę. Przesłanie o przerywaniu ciąży jako czymś w rodzaju prawa człowieka, czy wręcz naturalnej potrzeby ważniejszej nieledwie od jedzenia (o nękającej ówczesną Rumunię klęsce głodu film mówi mało i jakby półgębkiem) przenika obraz niemal od pierwszej do ostatniej sceny. Narrację ułożono tak, by nikomu z widzów nie przyszło czasem do głowy, że zakazowi aborcji wcale nie musi towarzyszyć wycofanie z rynku środków antykoncepcyjnych ani zadekretowanie minimalnej liczby czworga dzieci w każdej rodzinie…

Z ciekawością oczekiwałem reakcji co bardziej konserwatywnych kolegów. I rzeczywiście: nie zdążyłem po skończonym wykładzie wyjść z sali, a już dał się słyszeć bas jednego z nich… jakiej mianowicie treści? Myślicie, że kolega – nazwijmy go: B. – protestował przeciw tendencyjnemu ujęciu tematu? Że przedstawiał argumenty za tezą o rozpoczynaniu życia w chwili poczęcia? Pudło! Czas, energię i zdolności retoryczne – a tych ma niemało – poświęcił B. ubolewaniu nad tym, że w sposób podobny do rumuńskiego satrapy nie skończył przed dwudziestoma laty gen. Jaruzelski…

***

Obserwujemy w Polsce zakrojoną na niebywałą dotąd skalę ofensywę oszustwa. Wiem: w PRL kłamano na temat Katynia, w II RP „poprawiano” biografię marsz. Piłsudskiego, pod zaborami przeinaczano historię Rzeczypospolitej i dzieje powstań… – ale to wszystko były łgarstwa jakby mniej groźne, bo narzucane odgórnie i na ogół nieskutecznie. Dziś tymczasem studenci z własnej, nieprzymuszonej woli deklarują zaniżone dochody, by wyłudzić stypendium socjalne. Nauczyciele z własnej, nieprzymuszonej woli piszą dla uczniów wypracowania za pieniądze. Policjanci z własnej, nieprzymuszonej… biorą łapówki od zatrzymanych kierowców, ci zaś z własnej… je płacą. I wszyscy z własnej, nieprzymuszonej woli, bez jakiejkolwiek żenady chwalą się swoimi przekrętami znajomym. Gdy im zwrócić uwagę – słyszy się, na przykład: „Ch** mnie to obchodzi; ważne, że mam kasę na wódę, dziwki i kokainę”…

Wydawałoby się, że jeśli kto, to partia o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” na pewno powinna podjąć z takimi praktykami nieubłaganą walkę. I na odwrót, trudno byłoby wymyślić dla owej partii wroga bardziej oczywistego, niż wyżej opisana patologia. Liderzy PiS tymczasem, a w ślad za nimi zwolennicy tej partii, z podziwu godną gorliwością biorą na celownik: rząd Tuska, dziennikarzy, Ślązaków, rząd Tuska, policję, byłych członków PZPR, rząd Tuska, gejów, rząd Tuska, Angelę Merkel… – słowem, wszystko i wszystkich, tylko nie oszukańczy proceder, coraz powszechniejszy i dla przyszłości Polski śmiertelnie groźny. Obserwacje ze sfery polityczno-medialnej potwierdzają się w kręgu znajomości. Ludzie, którzy na sam dźwięk nazwiska „Tusk” dostają ataku spazmów, na dźwięk słowa „ściąga” nie reagują lub reagują tępym rechotem.

***

Zaczynacie rozumieć, o co chodzi? Wspólnym mianownikiem przypadków opisanych powyżej jest błędne lokalizowanie wroga.

Daliśmy się skłócić. Wmówiono nam obecność przeciwnika tam, gdzie go nie ma. A niejednokrotnie – tam, gdzie jest nasz potencjalny sojusznik, choćby na gruncie etycznego programu minimum, jakim jest Kantowski imperatyw kategoryczny. No i – jak ci sienkiewiczowscy Prusacy – strzelamy do siebie nawzajem.

Raz na zawsze dementuję pogłoski, jakobym sam był pod tym względem bez winy. Co mogę zrobić w ramach pokuty? Na początek polecam pod rozwagę myśl red. Stefana Bratkowskiego:

„(…) w życiu społecznym trzeba zgody bardzo niewiele: tylko i wyłącznie na to, co chce się razem – ZROBIĆ. We wszystkim innym można się stale i uparcie różnić.”

(Krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić)

Sięgnąć do Eldredge’a też nie będzie od rzeczy…

Roman Czubiński


Blog – raport roczny

2012/01/02

Publikuję, a co tam.

Roman Czubiński


59. Kofta – Zawsze warto

2011/12/30

Dzięki Bogu, rok był w sumie dobry. Na ten Nowy – wszystkiego najlepszego. A wiersz może się komuś przyda przy podejmowaniu postanowień…

***

Gdy slogany powracają płytą zdartą,
fajerwerków piosenkowych pęka raca
– czas powiedzieć sobie: to, co warto,
w naszych czasach nie bardzo się opłaca.

Płyną lata; gdy z łysiną już wytartą
dziwny niesmak się pojawia w typie kaca,
czas przypomnieć sobie to – co warto,
dla higieny choć w myślach tam powracać:

Zawsze warto schodzić czasem na manowce,
zawsze warto nigdy nie być zawodowcem,
zawsze warto wiedzieć, co za grzyb – purchawka
i nie głupieć, kiedy się rozlegną brawka.

Zawsze warto – zamiast głuszyć się idolem
ptaków słuchać na spacerze lasem, polem,
zawsze warto Was obudzić, kiedy śpicie,
przeciw szujom i kołtunom przeżyć życie.

To czasami niewygodne bywa wielce,
trudniej trochę żyje się w powietrzu świeżym…
Lecz – nim zmienisz na atrapę głowę, serce
– może jeszcze na czymkolwiek Ci zależeć!

Zawsze warto rzec durniowi, że jest durniem
(nawet, gdy asekuruje się odgórnie),
zawsze warto całość znać, nie tylko cytat,
osobiście raz z Miłosza coś przeczytać.

Zawsze warto czasem wiedzieć, co się myśli,
i powiedzieć to, nim wszyscy z sali wyszli…

Zawsze warto – żeby kiedyś nie mieć kaca
– zrobić coś, co się być może nie opłaca.


Numer specjalny. O Bożym Narodzeniu – inaczej

2011/12/18

Wiele, wiele osób powinno przeczytać tę książkę.

Wśród nich ci, którzy twierdzą, że „seks jest zły, bo nie rozwija”.

Ale także ci, według których w dziedzinie zachowań seksualnych człowiek powinien różnić się od królika jedynie długością uszu.

No i ci, w których opinii najlepszym środkiem zapobiegania rozwodom byłoby zakazanie rozwodów.

I jeszcze – a może przede wszystkim? – cierpiący z powodu tzw. „problemów ze sobą” na tle interpersonalnym, emocjonalnym, duchowym…

Nie zapominając o tych, którym wydaje się, że wiedzą, czym jest (zwykle przez nich odrzucane) chrześcijaństwo – a gówno wiedzą tak naprawdę: ich wyobrażenie na temat tej religii, spłycone do granic możliwości, daje się zamknąć w trójcy „Radio Maryja, datki na tacę i rączki na kołdrze”. Bóg, jeśli w ogóle się w tym obrazku pojawia, to jako sadystyczny nadzorca, który czyha na najdrobniejszą okazję, by człowiekowi przywalić (więc całe szczęście, że jest ślepy i przygłuchy; a w sumie chyba w ogóle Go nie ma). Spowiedź jest oczywiście niezrozumiałym aktem „donoszenia na samego siebie”, a nakaz przebaczania należy wyrzucić do śmieci wraz ze smędoleniem zgredów, którzy majaczą, że nadmiar alkoholu szkodzi… – itp., itd.

No więc, Drogi Czytelniku – jeśli chcesz przy takim wyobrażeniu pozostać, to lektura omawianej dziś książki stanowczo nie jest dobrym rozwiązaniem. To, co pisze John Eldredge, bywa obrazoburcze, nieraz budzi odruch sprzeciwu na przemian z niedowierzaniem. Jak się jednak głębiej zastanowić, to – najczęściej – ma sens. Próbka poniżej.

***

„Jaki jest ogólny nastrój scen Narodzenia? Czy one wszystkie nie są utrzymane w ciepłej, idyllicznej atmosferze, spokojnym, intymnym nastroju podobnym do tego, który towarzyszy śpiewowi Cichej nocy albo Ach, ubogi żłobie? I choć to wszystko jest bardzo prawdziwe, jest jednocześnie bardzo zwodnicze, ponieważ nie stanowi całości obrazu tego, co naprawdę zaszło. Żeby go zyskać, trzeba się zwrócić do Apokalipsy.

„Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia.

I inny znak ukazał się na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów. A ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba; i rzucił je na ziemię.

I stanął Smok przed mającą rodzić niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej Dziecię. I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasał rózgą żelazną (…).

I nastąpiła walka w niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze smokiem. I wystąpił do walki smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię; został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie.”

(Objawienie św. Jana 12, 1-5.7-9)

Podobnie jak Philip Yancey, tak i ja nigdy nie widzałem tej wersji Bożego Narodzenia na kartce świątecznej. Jednak ta historia jest prawdziwsza od innych, resztę stanowi obraz tego, co zaszło tamtej pamiętnej nocy. Yancey nazywa narodziny Jezusa Wielką Inwazją, „śmiałym najazdem władcy Dobra na obóz Zła we Wszechświecie”. Z duchowej perspektywy ta noc nie była wcale cicha. Była prawdziwą „Godziną Zero”. „To zupełnie przekracza moje pojęcie, a jednak uznaję, że takie wyobrażenie jest kluczem do zrozumienia Bożego Narodzenia i w istocie kamieniem milowym mojej wiary. Jako chrześcijanin wierzę, że żyjemy w paralelnych światach. Jeden świat składa się z gór, jezior, stodół, polityków i pasterzy pilnujących swych stad nocą. Drugi świat składa się z aniołów i sił zła”, i całego królestwa duchowego. Dziecię się rodzi; kobieta ucieka i historia toczy się dalej:

„I rozgniewał się Smok na niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa.”

(Objawienie św. Jana 12, 17)

Oprócz świata i ciała istnieje o wiele groźniejszy wróg… ten, o którym rzadko mówimy. I jesteśmy o wiele gorzej przygotowani, by mu się przeciwstawić. Jednak tu właśnie żyjemy – na linii frontu gwałtownej duchowej walki, która jest odpowiedzialna za większość nieszczęść, jakie widzimy wokół siebie, i większość ataków na nas. Nadszedł czas, żebyśmy przygotowali się do niej.

John Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, Poznań 2003, s. 155-156. Przekład: Justyna Grzegorczyk.


13 grudnia

2011/12/12

Piękna zadyma się na ów dzień szykuje. Prezes z wyznawcami pomaszeruje przeciw „groźbie utraty suwerenności” Polski na rzecz Unii Europejskiej (która, jak wszyscy wiemy, przed siedmioma laty dokonała agresji na nasz kraj i do dziś prowadzi jego zbrodniczą okupację). Groźbę utraty (której z kolei…?) suwerenności upatruje Prezes w berlińskim przemówieniu ministra rządu Donalda Tuska (który, jak wszyscy wiemy, został Polakom narzucony przemocą). A członkowie NOP pomaszerują tegoż dnia przeciw Prezesowi, który, ich zdaniem, zabrał się do obrony suwerenności zbyt późno, mało gorliwie i w sumie nie wiadomo, czy aby on sam nie „parch z Brukseli”.

„Za zdradę kula w łeb!” – zapowiada NOP. Korci mnie, by zadedykować Prezesowi przysłowie o następstwach siania wiatru.

Waszą zaś, Drodzy Czytelnicy, uwagę pragnę skierować w rejony od naszkicowanej wyżej walki dżumy z cholerą jak najdalsze. Ukazał się otóż niemal pół roku temu wywiad z człowiekiem, którego nazwisko będzie z datą 13 grudnia kojarzone chyba już zawsze. Mówi Generał Wojciech Jaruzelski:

„(…) Znam wady wrodzone minionego systemu i ciężkie błędy popełniane w czasie jego funkcjonowania, zwłaszcza grzech braku prawdziwej demokracji. Były też różne bezeceństwa, zwłaszcza potworne zbrodnie z pierwszej połowy lat 50. Ale nie jestem muzykiem, który może tworzyć dowolne kompozycje. Muszę trzymać się realiów.

(Tajemnica generała, „Wprost” nr 30/2011)

Uważam, że słowa wyróżnione w cytacie powinny stanowić punkt wyjścia dla wszelkiej refleksji historycznej mającej ambicje rzetelności. „Koncert Fortepianowy” Jacka Kaczmarskiego (nawiasem mówiąc: ciekawe, czy aluzja doń była przez Generała zamierzona? Dodajmy, że wywiad przeprowadził… Zbigniew Hołdys) może budzić podziw jako utwór znakomity pod względem formy, może wyzwalać – i u wielu wyzwala – emocje decydujące o opowiedzeniu się przeciw Stanowi Wojennemu. Jednak wydawanie na podstawie np. „Koncertu” sądów natury politycznej jest równie sensowne, jak bezapelacyjne potępianie rządów sanacyjnych na podstawie tego utworu. A przecież paralele muzyczne – i to jakie! – znalazły się i w nim…

A lekturę wywiadu we „Wprost”… odradzam. Możecie przypłacić ją przekonaniem, w którym sam się po niej umocniłem. Że, mianowicie, Generał jest człowiekiem w pozytytwnym znaczeniu niedzisiejszym, odznaczającym się wielką kulturą osobistą, poczuciem godności i tym, co nazywamy klasą. Przy tym – za sprawą doświadczeń, których nie życzyłbym najgorszemu wrogowi – niezwykle mądrym. A historia nie jest ani w dziesiątej części tak jednoznaczna, jak się to wydaje fanom Cejrowskiego i czytelnikom „Uważam Rze”.

Po co Wam to. Nie lepiej pozostać szczęśliwym troglodytą?

Roman Czubiński


58. Michałkow – Pokój

2011/11/27

Pewne sprawy robią wrażenie prostych jedynie wtedy, gdy ma się osiem lat. No, góra dziewięć.

(tłum. Jan Brzechwa)

***

W domu święto: Krzyś jest dzisiaj
ośmioletnim jubilatem!
Każdy przyniósł coś dla Krzysia:
ten – pistolet, ów – armatę.
Dostał Krzyś automat nowy
(całkiem jak prawdziwy, z tarczą!),
a do tego czołg stalowy,
w którym kół trzy pary warczą.

Goście zjedli całą masę
naleśników z cukrem miałkim,
Krzyś zabawki swe tymczasem
porozbierał na kawałki.
Nie podoba się to gościom,
goście dziwią się szalenie
– na to rzecze Krzyś z godnością:
Przeprowadzam rozbrojenie!


Tak mi się skojarzyło…

2011/11/22

„(…) Wreszcie nie znaleźliśmy metody zneutralizowania prowadzonej pod hasłami profrekwencyjnymi, a w istocie proplatformerskiej kampanii, trwającej do zamknięcia lokali wyborczych, a więc w czasie całego okresu ciszy wyborczej. Był to w tym czasie jedyny, ale za to bardzo mocny przekaz odnoszący się wprost do głosowania. Wystąpienia kojarzonych z establishmentem, i co za tym idzie z PO, celebrytów były w rzeczywistości wezwaniami do głosowania na PO. Konieczne jest tutaj przypomnienie, iż po poprzednich wyborach Fundacja Batorego szacowała, że kampania profrekwencyjna, i wtedy prowadzona także w ciszy wyborczej, zwiększyła dystans między PiS a PO o milion głosów.”

Jarosław Kaczyński, List do członków Prawa i Sprawiedliwości

Zamiast komentarza – cytat:

„Miałem taką rozmowę o tej piosence z wysoko postawionym prominentem, który mi tłumaczył, że w „Róbmy swoje” nawołuję do zmiany ustroju. Kapitalne! Mimo że nigdzie nie jest to tam napisane, on twierdził, że jeżeli Polacy mówią „róbmy swoje”, to znaczy, że chcą zmienić ustrój socjalistyczny na inny.”

Wojciech Młynarski, wywiad dla Gazety Wyborczej

Roman Czubiński


57. Morawski – Świnia i chmura

2011/11/20

„Jarosław Kaczyński marzy o drugim Budapeszcie. Wierzy, iż kryzys gospodarczy dotknie Polskę tak mocno, że wyborcy odsuną się od Platformy Obywatelskiej i wpadną w ręce Prawa i Sprawiedliwości.”

(Igor Janke, Rzeczpospolita)

***

Grzmiało – wiatr czarną napędzał chmurę;
ciesząc się, świnia patrzyła w górę.
A to mi głupia! – chłopek się odzywa
od trzech dni słota moje gnoi żniwa,
ciągle leją deszcze,
ta się zaś cieszy, że ma padać jeszcze!

A świnia na to: – Może, iż ta słota
do twej się zguby przyczyni,
lecz będzie więcej i kałuż, i błota
– nadzwyczaj miłych dla świni.


Migawki „patriotyczne”

2011/11/16

MIGAWKA PIERWSZA

Czas: wiosna 2008 r.
Miejsce: jedna z sal Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego

A (student):

    Dlaczego twierdzisz, że nalot na Drezno był usprawiedliwiony?

B (student):

    Trzeba było jakoś ukarać Niemców, którzy w 1933 r. poparli Hitlera.

A:

    Starców, kobiety i dzieci też?

B (ze śmiertelną powagą):

    Tak. Dzieci należały do Hitlerjugend.

MIGAWKA DRUGA

Czas: 25 maja 2009 r.
Miejsce: ten sam Instytut, spotkanie w rocznicę śmierci rtm. Witolda Pileckiego

Prof. C (prowadząca spotkanie):

    Powinniśmy mówić o bohaterstwie Rotmistrza, tak, by słyszano o nim na świecie. Należy ubolewać, że jego postać jest tak mało znana na zachodzie Europy…

D (uczestniczący w spotkaniu weteran):

    Ja wiem, dlaczego. Ja wiem! To dlatego, że Unią Europejską rządzi bolszewicka agentura.

MIGAWKA TRZECIA

Czas: bieżące tysiąclecie
Miejsce: scena kabaretowa

„I jeszcze problematyka międzynarodowa, bo dostaliśmy takie pytanie: „Czy świętowanie w Polsce rocznicy obrony Jasnej Góry nie jest wymierzone przeciwko nam?”. W żadnym wypadku. Polacy po prostu chcą upamiętnić ten jedyny moment w ich historii, kiedy podczas Potopu przez trzy lata należeli do Europy.”

Ralf-Alexander Jordsson, szwedzki publicysta prawicowy

***

Dlaczego wyraz „patriotyzm” budzi skojarzenia z płytkimi i fałszywymi uogólnieniami, obłędnymi teoriami spiskowymi, deptaniem cudzej godności, a po ostatnim Święcie Niepodległości – także z atakowaniem policji i podpalaniem samochodów?

Dociekanie genezy tego stanu – choć zajmujące – można, moim zdaniem, odłożyć na bok. W interesie Polski, więc i wszystkich patriotów – także tych, których sportretowałem powyżej – leży, by patriotyzm z wymienionymi właśnie cnotami kojarzyć się przestał. I to jak najszybciej.

Roman Czubiński


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.