9. Waligórski – Pewny słup

2009/11/08 - autor: absolutnie

Długo zastanawiałem się nad wyborem dzisiejszego tekstu. Początkowo – z powodu zbliżającego się 11 Listopada – faworytem była “Ojczyzna” Marka Grechuty. W końcu postawiłem jednak na poniższy wiersz Andrzeja Waligórskiego. Bo o patriotyzmie – i o paru innych pojęciach abstrakcyjnych też – znacznie w nim więcej, niż się wydaje na pozór.

Kontynuacja – własnymi już słowami i bez rymów – spodziewana w tygodniu.

***

Czasami pośród rozważań licznych
Tak sobie myślę teoretycznie:
Czy słup, powiedzmy telegraficzny,
Jest całkiem pewny politycznie?

Chyba, w zasadzie, jest pewny raczej:
Dużych pretensji sobie nie rości,
Nie miewa błędów ani wypaczeń,
Wahań, załamań ni wątpliwości,

Wprawdzie nikomu nigdy nie pomógł,
Ale też nie wpadł w mieszczańskie gusta…
Tylko, że po co potrzebna komu
Ta jego pewność, drętwa i pusta?

Już ja tam wolę Zyzia Dreptaka,
Co nie od razu sztywno stać umiał,
Co nieraz gryzł się, męczył i płakał,
I często błądził, zanim zrozumiał.

Już ja go bardziej kocham i cenię,
Chciałbym jak brata wziąć go w ramiona
Za jego wady, jego zwątpienia,
Za jego wierność – gdy się przekona.

Zyzio wędruje wśród huraganów,
Szlak jego bywa wąski i śliski -
Słup będzie służyć każdemu panu,
Jest politycznie pewny dla wszystkich

… ale przy wstrząsach ziemskiej skorupy
W krytyczniej chwili, w walce lub biedzie
Walą się nieraz bezduszne słupy,
A człowiek – myśli. I nie zawiedzie.

Przepaście i szczyty

2009/11/03 - autor: absolutnie

W stolicy zjednoczonych niedawno Niemiec odbywał się zjazd CVJM. (Kryje się pod tym skrótem Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej, u nas znany pod angielską nazwą YMCA lub spolszczoną – “Imka”.) Prelegent – ledwo ogarniając wzrokiem szczelnie wypełnione audytorium jednej z sal kongresowych – opowiadał zebranym o ideałach, na których opierał się ruch. Mówił o posłuszeństwie nauce Chrystusa, o tym, jak dobrze jest kierować się w życiu chrześcijańskimi wartościami, wśród których poczesne miejsce zajmują: miłość, tolerancja i pokora. Młodzi Niemcy słuchali w skupieniu.

Mówca został jednak zmuszony przerwać w pół zdania. Za plecami siedzących nagle z trzaskiem otworzyły się drzwi. Dostojnie i energicznie zarazem wkroczył do sali Kronprinz – niemiecki i pruski następca tronu. Trudno opisać entuzjazm, jaki ogarnął zebranych na jego widok! W osobie Friedricha Wilhelma Victora Augusta Ernsta von Hohenzollerna przybył przecież do sali cały majestat panującej dynastii, cała potęga Rzeszy! Obecni powstali, ktoś zaintonował niemiecki hymn państwowy: “Heil dir im Siegerkranz…” – zabrzmiało jak dzwon. Po chwili do śpiewu przyłączyli się w uniesieniu wszyscy, prelegenta nie wyłączając.

No, niezupełnie wszyscy. Jakiś siwy jegomość o wyglądzie pastora siedział nieporuszony na swoim krześle w poślednim rzędzie. Co gorsza, wyraz jego twarzy wskazywał na to, że od oddania honorów młodemu Hohenzollernowi powstrzymuje go nie tylko – jak można by tłumaczyć – fizyczne zniedołężnienie. Sam zresztą rozwiał wszelkie wątpliwości: gdy przebrzmiały słowa “Heil, Kaiser, dir!” – a książę, żegnany owacjami, opuścił salę – staruszek nad podziw sprawnie zerwał się z miejsca i wydał z siebie głos.

- Jesteśmy tu, aby oddawać cześć Bogu – zagrzmiał – ale zapominamy o tym, gdy tylko do sali wchodzi następca tronu! – Obecni początkowo zamarli. – Jacy z nas chrześcijanie, skoro rojenia o ziemskiej potędze cenimy wyżej, niż Królestwo Boże?! – Zaskoczenie powoli mijało: niektórzy zaczęli gorączkowo szeptać między sobą, wytykając mówcę palcami, inni bez skrępowania śmiali się duchownemu w twarz. On jednak wydawał się tym wcale nie przejmować. – Jeśli nie pohamujemy naszej pychy – zakończył wzburzony – nadejdzie dzień, gdy Berlin legnie w gruzach!

- Co za bzdury gada głupi księżulo! – myśleli uczestnicy spotkania, opuszczając salę. Na zewnątrz podniecone uwagi na temat wizyty dostojnego gościa mieszały się z szyderstwami pod adresem zdziwaczałego starca, który zakłócił tak piękną ceremonię. Byli wprawdzie i tacy, którzy usiłowali brać duchownego w obronę: ci mówili o szacunku należnym seniorom, a także o tym, że wobec niektórych typowych dla podeszłego wieku schorzeń umysłowych bezradna – póki co – jest nawet niemiecka medycyna. Nikt jednak nie brał poważnie usłyszanej przed chwilą przestrogi. – Nasz Berlin miałby lec w gruzach?! A to ci paradne!

W tym miejscu opowieść – przekazywana w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie – urywa się. A szkoda. Jestem bowiem bardzo ciekaw, ilu spośród uczestników berlińskiego zjazdu “Imki” dożyło wiosny roku 1945…

Roman Czubiński

8. Kaczmarski – Marcin Luter

2009/10/31 - autor: absolutnie

Upłynęły już 492 lata od daty umownego początku Reformacji. Postanowiłem uczcić tę rocznicę mało chyba znaną piosenką Jacka Kaczmarskiego, w genialny sposób zilustrowaną przez kogoś scenami z filmu Erica Tilla.

Przy całym szacunku dla artysty, jego talentu i niezależności, należy jednak poprzedzić tekst czymś w rodzaju sprostowania. Otóż nauka chrześcijaństwa to nie tylko “bezmiar winy i kary surowość“. Nie sposób właściwie jej zrozumieć bez prawdy, na którą kładł nacisk Luter, a którą dziś akceptują w zasadzie wszystkie Kościoły: mianowicie, że od ludzkiej grzeszności silniejsza jest Boża łaska, która przez wiarę odpuszcza winy każdemu, kto przyjmie Chrystusa. Zrozumiał to chyba i sam poeta, który na łożu śmierci zdecydował się przyjąć chrzest.

***

W zamku Wartburg, na stromym urwisku
(Te niemieckie przepaście i szczyty…),
Wbrew mej woli, a gwoli ucisku
Wyniesiony pod Boskie błękity,
Pismo Święte z wszechwładnej łaciny
Na swój własny język przekładam:
Ożywają po wiekach
Dawne cuda i czyny,
Matką – Ewa znów, ojcem – znów Adam.

Bliźnim jest mi tragiczny Abraham,
Gdy poświęcić ma syna w ofierze;
Widzę ogień na Sodomy dachach,
Gdzie zwęglają się grzeszni w niewierze.
Bezmiar winy i kary surowość
Brzmią prawdziwie w mym szorstkim języku,
Na początku jest Słowo
I okrutnie brzmi Słowo,
Ale spójrz wokół siebie, krytyku!

Grzechy Rzym za gotówkę odpuszcza,
Lecz w wojennej się nurza rozkoszy,
Papież w zbroi, w ubóstwie tkwi tłuszcza,
Z której groszy katedry się wznosi,
W nawach katedr transakcje wszeteczne,
Ksiądz spowiednik rozgrzesza za bilon…
Tak jest, było i będzie,
Zło i dobro jest wieczne,
Lecz nie może być wieczny Babilon!

Z tym więc walczę ja, mnich augustianin.
Moralności teolog – to przytyk,
Bo w stolicy wołają: poganin!
Reformator! Heretyk! Polityk!

Tak, papieską ja bullę spaliłem,
Lecz szukajcie miast, które on spalił!
Ja na wrotach kościelnych
Tezy swoje przybiłem,
On mnie wyklął, a mnisi śpiewali.

Słowa palą, więc pali się słowa,
Nikt o treści popiołów nie pyta…
Ale moja ze Stwórcą rozmowa
Jak Syn Jego – do drzewa przybita!
Niech się gorszy prałacia elita,
Niech się w mękach świat tworzy od nowa!
Lecz niech czyta, kto umie,
Niech nauczy się czytać!
Niech powraca – do Słowa!

Rzecz o pożytecznych idiotach

2009/10/30 - autor: absolutnie

Wiadomość z Onetu wyglądała początkowo na kolejnego newsa z cyklu “facet w ciąży”. “Kwaśniewski jest gotów zamienić polski paszport na ukraiński” – głosił nagłówek. W treści przytoczono rewelacje rosyjskich “Argumientow Niedieli” o rzekomych planach politycznych byłego polskiego prezydenta. Według gazety, ma on rozważać zmianę obywatelstwa i udział w walce o władzę na Ukrainie. Wszystko po to, by “zaprowadzić w kraju nad Dnieprem porządek“. Na czym miałby ów porządek polegać? Ano na rozczłonkowaniu Ukrainy, której zachodnia część weszłaby do UE, by stać się dla Polski źródłem taniej siły roboczej. W tekście można też znaleźć aluzje do projektu “Polski od morza do morza“, któremu nasze elity mają rzekomo skrycie hołdować. Całości dopełnia tytuł: “Orzeł Biały nad Ukrainą“. A poza tym wszyscy zdrowi.

Pierwszą reakcją było rozbawienie: “Kto te bzdury kupi?!“. Później jednak – zwłaszcza po przeczytaniu oryginalnego tekstu, dostępnego także w serwisie ukraińskiej agencji “UA-Reporter”* – odechciało mi się śmiać. Zacytowane przez Onet fragmenty należą do tych łagodniejszych. Czytaj resztę wpisu »

Kukiz. Analiza

2009/10/26 - autor: absolutnie

Na fali wrześniowych kłótni o klasyfikację mordu katyńskiego (ludobójstwo, czy “tylko” zbrodnia…?) pewien muzyk postanowił skomponować piosenkę. Chodzi oczywiście o Pawła Kukiza i jego utwór “Kurica nie ptica“. Tekst – monolog mordującego Polaków enkawudzisty – szybko zyskał popularność. Wśród licznych komentarzy pojawiły się i takie: “Czy Kukiz, niezależnie od oddawania hołdu zabitym, nie nawołuje aby do nienawiści wobec Rosjan? Czy nie obarcza winą za zbrodnię całego narodu?“. Pewna uczona i mądra Osoba, z którą rozmawiałem ostatnio, broni muzyka przed podobnymi zarzutami, twierdząc, że jego intencją było wyłącznie przypomnienie szerokiej publiczności faktów historycznych.

Przy całym szacunku dla mojej Rozmówczyni, nie mogę – niestety – zgodzić się z takim poglądem. Nie tylko dlatego, że – wobec ilości poświęconego dotąd zbrodni katyńskiej czasu antenowego – “przypominanie” o niej Polakom nasuwa dziś skojarzenie z wożeniem drewna do lasu. Aby przekonać się, “co poeta miał na myśli“, poddajmy analizie tekst piosenki.

Przybrał on – jako się rzekło – formę monologu funkcjonariusza NKWD. Postać mówiąca wydaje się być pozbawiona jakichkolwiek ludzkich odruchów: psująca się pogoda robi na niej większe wrażenie, niż los tych, co “tam w dole się jeszcze ruszają“. Własne skrupuły topi w alkoholu, tłumi je także u współpracowników: “Ej! Griszka! Czto z toboj?/ Czyżby ci było ich żal?!“. Postawa taka wydaje się wypływać z myśli przewodniej całego utworu: “Kurica – nie ptica,/ Polsza – nie zagranica“.

I tu człowiekowi choć pobieżnie znającemu historię powinna zapalić się w głowie czerwona lampka. Bo wszyscy co do jednego dziewiętnastowieczni carowie, kajzerowie i królowie pruscy też Polski za zagranicę nie uważali – ale Polaków na masową skalę jednak nie mordowali. Własnych rodaków oczywiście także nie.

Bolszewicy – w stosunku do wspomnianych carów, kajzerów i królów – wprowadzili bowiem nową jakość. Uznali, że do utrzymania władzy nie wystarczy “zwykły” zamordyzm – brutalny wobec jednostek zbuntowanych, ale tym uległym pozwalający żyć w miarę normalnie. W totalitarnej dyktaturze, jaką był Związek Radziecki, nie trzeba już było uprawiać opozycji politycznej, aby zostać uznanym za wroga państwa. Wystarczyło, na przykład, urodzić się w “niewłaściwej” warstwie społecznej (burżuazja) lub wyznawać “niesłuszną” religię (chrześcijaństwo). Przedstawiciele polskiej elity, którzy po 17 IX 1939 r. znaleźli się w radzieckich obozach, stanowili w myśl tej zasady element wrogi po wielokroć. Nic więc dziwnego, że władza radziecka rozprawiła się z nimi równie bezwzględnie, jak nieraz wcześniej i później z własnymi obywatelami (których należałoby raczej nazywać poddanymi).

Ubierzmy teraz to, co powiedziano wyżej, w bardziej precyzyjną, matematyczną formę. Decyzja Stalina i Berii o wymordowaniu polskich oficerów była warunkowana dwiema przesłankami:

1. Wolno nam mordować naszych poddanych.
2. Uwięzieni Polacy są naszymi poddanymi.

W swojej piosence Kukiz atakuje – jak najbardziej słusznie – przesłankę nr 2. W żadnym miejscu nie kwestionuje jednak przesłanki nr 1! Czyżby więc stalinowskie zbrodnie popełnione na Rosjanach i innych narodach ZSRR uważał za usprawiedliwione? Jeśli tak – a taki jest wynik dotychczasowej dedukcji – to teza o braku u piosenkarza antyrosyjskich resentymentów staje się bardzo trudna do obronienia.

Możemy, co prawda, uznać, że problem leży tu nie w uczuciach, a raczej w braku znajomości faktów historycznych lub w wyciąganiu z nich błędnych wniosków. Znamienny byłby wtedy fragment tego wywiadu. Zapytany o gotowość wzięcia udziału w koncercie na rzecz Gruzji, artysta odpowiada odmownie, argumentując: “Wie Pan, ja pamiętam, że Gruzinem był na przykład Stalin…“. Nie mnie oceniać bystrość umysłu Kukiza. Wadliwe ujęcie problemu w tekście piosenki czymś jednak musiało być podyktowane. Jeśli nie ciasnotą horyzontów – to właśnie nienawiścią wobec narodu rosyjskiego.

Co było do wykazania.

Roman Czubiński

Dla tych, którzy chcieliby sprawdzić poprawność toku mojego myślenia lub dokonać własnej analizy, zamieszczam poniżej spisany z nagrania tekst piosenki Kukiza.

Czytaj resztę wpisu »

7. Żółtko – Piosenka biznesmenka

2009/10/25 - autor: absolutnie

Nie wiem, o co Ci chodziło. Ale się zastanów.

04 piosenka biznesmenka

W moim małym mieście żyją mali ludzie,
Co myśli maja małe i szyk,
Ich portfele skażone anoreksją
Nie mieszczą płatniczych kart…
Nie to, co ja!
Usta rozciągam do wielkich słów -
Tak, to ja
I mój tyłek w business class!

W moim małym mieście żyją ślepi ludzie,
Bo zwykłość zabiła im wzrok,
Ich marzenia – dotrwać do wypłaty
I dzieci wyprawić do szkół…
Nie to, co ja!
Konta naciągam do wielkich sum -
Tak, to ja
I mój kawior z Chateaubriand!

    Po trupach do celu!
    Z dresmena skok w wielki świat!
    Armani, Versace
    I nawyk mycia co wieczór nóg!
    Mercedes z sygnetem
    - komórkę wyłączać już w foyer -
    Bankiety! Kotlety!
    Białym skarpetkom stop!

W moim małym mieście żyją śmieszni ludzie,
co cieszą się z własnych M-3,
Ich dążenia – kupić Fiata Uno
I spłacać go do kresu dni…
Nie to, co ja!
Na ścianach Kossak i jakiś akt -
Tak, to ja!
Sracz i bidet vis a vis!

    Po trupach do celu…

W moim małym mieście żyją smutni ludzie,
co płaczą w Zaduszny Dzień,
W ich kieszeniach dłonie z odciskami,
a w oczach nadziei brak…
Nie to, co ja!
Wybraniec bogów, heros, mistrz -
Tak, to ja!
Wizytówkę mogę dać!

    Po trupach do celu!
    Z dresmena skok w wielki świat!
    Armani, Versace
    I nawyk mycia co wieczór nóg!
    Mercedes z sygnetem
    - komórkę wyłączać już w foyer -
    Kotlety! …o rety,
    Ostra niedrożność żył…

Poczucie humoru

2009/10/19 - autor: absolutnie

Nie śmieszą mnie “Włatcy Móch“.

Nie śmieszą mnie dowcipy o Holokauście.

Nie śmieszy mnie przypinanie każdemu księdzu łatki pedofila.

Nie śmieszą mnie kpiny z czyjejkolwiek orientacji seksualnej czy koloru skóry.

Nie śmieszy mnie nazywanie Żyda “parchem”, Rosjanina – “kacapem”, a katolika – “katolem”.

Nie śmieszy mnie zachowanie hien, które po śmierci Marka Edelmana zaczęły wyszydzać go za to, że był socjalistą.

I nawet polska prawica jakoś ostatnio przestała mnie śmieszyć.

Zapyta ktoś: to co w ogóle śmieszy tego cholernego dziwoląga?! Oto przykład:

Czytaj resztę wpisu »

6. Waligórski – List w sprawie polonistów

2009/10/18 - autor: absolutnie

Polonista to nie zawód, lecz hobby,
Polonistą być – nie życzę nikomu.
Polonista po godzinach nie dorobi,
Choćby zabrał robotę do domu.

Polonista nie wędruje po mieszkaniach,
Nie odzywa się, wchodząc ze dworu:
- Bardzo ładnie rozbieram zdania,
Czy jest jakieś stare zdanie do rozbioru?

Choćby szukał racji i pretekstów,
I tak zawsze pozostanie na uboczu
- mniej się ceni analizę tekstu
Od banalnej analizy moczu…

Cera blada, na portkach łaty,
Rozmaite braki w kondycji…
Oświeceniem nie oświecisz sobie chaty,
Pozytywizm nie poprawi twej pozycji.

Poloniście sterczą chude żebra
Jak sztachety mizernego płotu;
Gdy się jeden raz u Zuzi rozebrał,
To się składał z orzeczenia i z podmiotu.

A jak inny zleciał kiedyś z ławki
(bo był gapa wyjątkowa i niezguła),
To zostały zeń cztery przydawki,
Dwa zaimki i partykuła!

Polonista, niepoprawny romantyk,
Nie największym się cieszy mirem…
Ale ja mu – laury i akanty!
Ale ja mu – kadzidło i mirrę!

Ale ja go całuję w ramię!
Ale ja go podziwiam i cenię!
A ty przed nim – na kolana, chamie,
Cały w złocie i Volkswagenie!

Bo jeżeli jesteś i ja jestem,
To dlatego, że stojący na warcie
Polonista znużonym gestem
Kartki książek wertował uparcie

Za kajzera i za Hitlera,
I za cara, i za innych carów paru,
I dlatego właśnie nie umiera
Coś ważnego, co nazywa się Naród.

Więc zamieszczam na końcu listu
Ja – satyryk, błazen i ladaco
- zdanie proste: – Kocham polonistów!
Rozwinięcie zdania: -
… bo jest za co!

Racja stanu

2009/10/15 - autor: absolutnie

To, że Kamiński przed usunięciem z CBA odpali kolejną bombę, było równie łatwe do przewidzenia, jak to, że zima znów zaskoczy drogowców. Zdziwienie budzi jednak charakter ujawnionej afery – podobnie jak fakt nadejścia śnieżycy już w połowie października.

O ile zdołałem się zorientować, zarzuty wobec urzędników Ministerstwa Skarbu i Agencji Rozwoju Przemysłu mają dwojaki charakter. CBA oskarża ich o rozkradanie (pod płaszczykiem sprzedaży spółek-córek) majątku upadających zakładów oraz o faworyzowanie jednego z inwestorów przy przetargu. Pierwszy zarzut – o ile ma pokrycie w faktach – nie budzi zastrzeżeń: mienie państwowe nie jest mieniem niczyim, kto je kradnie – powinien siedzieć. Moje obiekcje wywołuje natomiast drugi – i o tym właśnie poniżej.

Zostawmy przez chwilę na boku nieudolność urzędników, którzy poprowadzili przetarg tak, że stocznie prawdopodobnie już się nie podniosą. Pomińmy wątpliwą wiarygodność katarskiego inwestora, załóżmy, że faktycznie był on jedynym, który dawał szanse na utrzymanie produkcji statków. Przyjmijmy hipotezę, że przetargiem rzeczywiście manipulowano, i że – jak twierdzą oskarżyciele – manipulacje te w samej rzeczy miały na celu uchronienie gdyńskich i szczecińskich zakładów przed likwidacją.

Jeśli tak było – to urzędnikom należy się za ich działania nie kara, lecz nagroda. A raczej: należałaby im się – gdyby, jako się rzekło, sprawy nie spaprali…

Stwierdzam z przykrością, że bliscy mi na ogół komentatorzy lewicowi i liberalni odpuścili tym razem pola. Jeśli w ogóle o stoczniach piszą, określają je przeważnie jako kupę złomu, którą państwo powinno jak najszybciej opchnąć komu popadnie i mieć spokój. Szczytem marzeń jest dla nich “inwestor” w postaci bogatego dewelopera, który we współpracy z producentem żyletek oczyści postoczniowe tereny z żelastwa i wybuduje na nich apartamentowce. Skrajną emanacją takiej postawy jest jedna z wypowiedzi posła Palikota (no, ten akurat prawie nigdy nie jest mi bliski). Sejmowy wesołek z gracją Marii Antoniny stwierdził jakiś czas temu, że sprawa stoczni nie obchodzi go, bo w stosunku do elektoratu PO na Wybrzeżu kilkutysięczna grupka zwalnianych pracowników to pikuś.

Wyraziciele podobnych poglądów nie dostrzegają (a może nie chcą dostrzegać?), że na stoczniach właśnie “wisi” cały legion dostawców i kooperantów, rozsianych po całej Polsce i zatrudniających – według ostrożnych szacunków – 70 tysięcy osób. Co spotka tych pracowników po likwidacji zakładów w Gdyni i Szczecinie? Lokator apartamentowca nie zamówi przecież stali w Hucie Katowice, silnika okrętowego od Cegielskiego też raczej nie wstawi do garażu. Przemysł stoczniowy “nieco” lepiej, niż deweloper, spełnia zatem funkcję koła zamachowego gospodarki. Ma ponadto znaczenie strategiczne, stymuluje rozwój rodzimej myśli technicznej, a w dodatku poprawia niezbyt dla nas korzystny bilans handlowy (kilka lat temu zdecydowana większość produkcji szła na eksport, a koszt importu komponentów z zagranicy wynosił najwyżej 1/5 zysku ze sprzedaży statku). Twierdzenie, jakoby stocznie były “reliktem komuny“, jest moim zdaniem kontrargumentem dość słabym.

Zmierzam do sedna. Otóż moim zdaniem są sytuacje, w których nagięcie, a nawet złamanie prawa jest uzasadnione. Gdy na jednej szali leży żywotny interes kraju, gospodarki, dziesiątek tysięcy pracowników i ich rodzin, na drugiej zaś choćby tuzin Bardzo Ważnych Dyrektyw organów unijnych – nie mam dylematu, co wybrać. Nazywa się to – a może tylko kiedyś się nazywało? – racją stanu. Racja owa jest bardziej święta, niż własność prywatna, i wyższa od obowiązujących w UE standardów przetargowych. Dla jej dobra współpracować można i należy z każdym, kto nie ma rogów, kopyt i ogona. Nawet z arabskim handlarzem bronią jako pośrednikiem. Pod warunkiem, że będzie to działanie skuteczne (tu krecha dla rządu) i że nie wyjdzie na jaw (tu krecha dla PiS/CBA).

Zamiast pointy, polecam przeczytanie poświęconego aferze bardzo celnego komentarza. “CBA ukatrupiło stocznie” – pisze Leszek.Sopot. Wszystko wskazuje na to, że ma rację.

Roman Czubiński

5. NN – Pranie mózgów

2009/10/11 - autor: absolutnie

Działanie w kółku teatralnym (pozdrawiam, Pani Profesor; pozdrawiam, Koledzy) może przynieść nieoczekiwane korzyści, jak choćby zapamiętanie takiego oto tekstu. Nie wiem, niestety, kto był jego autorem, ale może dowiem się tego od Was.

***

Słyszę mydlin plusk,
Pomruk prania w domu…
Komuś piorą mózg!
Wszystko jedno, komu!

    Pranie mózgów!
    Mózgów pranie!
    Daje efekt pozytywny niesłychanie!
    Pranie mózgów!
    Mózgów pranie!
    Upiór dzienny założony został w planie.

Mózg wyprany zupełnie jest jak nowy,
Szare komórki zastąpi biel!
Do myślenia już człowiek nie ma głowy…
Środki piorące uświęcą cel.

    Cichną pretensje – małe i duże,
    Wyżęte mózgi wiszą na sznurze!

Dymi mydlin kadź…
Jednak nowe przeprze!
Dziś nie trzeba prać,
Są metody lepsze!

    Wymóżdżanie!
    Wymóżdżanie!
    Bezbolesne! Nowoczesne! Szybkie! Tanie!
    Wymóżdżanie!
    Wymóżdżanie!
    Złego słowa o nim rzec nie jestem w stanie.

Wymóżdżajmy!
Niech każdy, od dnia narodzin,
Szklany ekranik przed sobą ma!
Niech patrzy weń – codziennie kilka godzin
- mózg wyparuje sam z jego łba!

    Dość człowiekowi głowę wymóżdżyć,
    By miał problemy:
    - Czy może w mróz – dżdżyć?!