Jakie są, każdy widzi. Aby ocenić ich stan jako daleki od ideału, nie trzeba nawet wyściubiać nosa z własnego powiatu. Jeszcze łatwiej jednak to zauważyć, zwiedzając z polską wycieczką dowolny kraj zachodni czy choćby południowe Czechy. Łatwo wtedy usłyszeć okrzyki zszokowanych turystów w rodzaju: – O, popatrz, równy asfalt! albo: – Ale jaja! Porządnie oznakowane rondo!, lub ewentualnie: – Eee, nudno tu – już 100 kilometrów jedziemy i żadnego pijanego rowerzysty! Osobne zagadnienie to stan naszych dróg żelaznych. Aby nie zanudzić, powiem tylko, że skrót PKP bywa nie bez racji odczytywany jako “Pójdź, koleś, piechotą” czy też drastyczniej: “Piechotą, k****, prędzej“. Niedomaganiom komunikacji miejskiej mógłbym poświęcić osobnego bloga.
Kto za to odpowiada? Jedno jest pewne: nie my! My, Naród Polski, który “komunę” obalił, Kopernika, Mickiewicza i posła Rokitę wydał, mielibyśmy paru kilometrów równej drogi nie umieć zbudować?! Albo jakiejś zasmarkanej ciuchci, za przeproszeniem, w ruch puścić?! Wolne żarty! Winę musi zatem ponosić kto inny. Kto dokładnie? Oto kilka propozycji.
Primo. Odsłonięto niedawno w moim mieście pomnik prymasa Wyszyńskiego. Na pobliskim skrzyżowaniu dochodzi regularnie do “puknięć” samochodów przez tramwaje. Czy między faktami opisanymi w dwóch poprzednich zdaniach istnieje jakaś zależność? Otóż, według niektórych, istnieje. Utyskiwania pod adresem władz miasta, które dorzuciły się do budowy pomnika, a z braku kasy odkładają zainstalowanie na rondzie sygnalizacji świetlnej, można jeszcze zrozumieć. Ale rozczarowane głosy, że monument nie zmniejszył liczby wypadków (tak jakby ktoś liczył, że to zrobi?!), już chyba nie. Albo ubolewanie, że “Nawet pociągi w tym kraju propagują kler” (składnia oryginalna), gdy tymczasem tory są krzywe. Bo wykrzywia je pewnie “propaganda kleru”… Niewiele chyba brakuje, by uznano, że to pomnik – lub któryś z jego fundatorów – sprowadza na rondo przy pomocy czarów złą energię.
Podsumowując ten punkt widzenia: zdaniem niektórych alternatywa jest prosta. Jeśli jesteś katolikiem, to nie możesz mieć bladego pojęcia o zarządzaniu drogami; aby zaś umieć nimi zarządzać, koniecznie musisz dokonać apostazji. Jednego z drugim pogodzić się absolutnie nie da, a kto twierdzi inaczej, ten idiota. Taki, jak ja.
Secundo. W regularnie przeglądanej przeze mnie galerii transportowej zamieszczono niedawno widoczek z Zurychu. A pod widoczkiem jego autor zaczął się rozwodzić, jak to fajniście wygląda w owym mieście komunikacja: że strefa piesza w centrum, że wszędzie można dojechać tramwajem, że przesiadki nie wymagają kilometrowych spacerów… – słowem, wszystko jak w szwajcarskim – nomen omen – zegarku. – Żeby to u nas tak było… – w tym mniej więcej tonie westchnął ktoś w komentarzu. Na co jednak ktoś inny ponuro zareplikował: – Dobra, dobra. Myśmy z faszystami nie kolaborowali.
Olśniło mnie. Toż to nie kto inny, jeno faszyści powiedzieli Szwajcarom, jak się robi transport miejski! To Hitler z Goeringiem podszepnęli im, żeby towary przewozić koleją, a nie rozjeżdżającymi miasta TIRami! My, Polacy, gardzimy jednak kolaborantami. A jako, że tradycje walki z okupantem mamy długie i chwalebne, nadal będziemy projektować i budować infrastrukturę w sposób przyprawiający o apopleksję. Smiert’ faszizmu!
Tertio. Jeśli powyższe propozycje Was nie przekonały – nic straconego. Jak nie można znaleźć kozła ofiarnego, w zanadrzu pozostają zawsze… nie, nie Żydzi. “Ruscy”. Zdaniem wielu rodaków, to właśnie ich wpływowi na Polskę przez ostatnie kilkadziesiąt lat “zawdzięczamy” nie tylko wszelkie braki w sieci drogowo-kolejowej, ale także koleiny w asfalcie, pijaństwo kierowców, umysłowy niedorozwój projektantów itp.
Na pozór pogląd ten da się logicznie obronić – ale tylko na pozór. Bo, na przykład, władzom Królestwa Polskiego w latach 1815-1830 rosyjska dominacja nie przeszkodziła jakoś w stworzeniu całkiem porządnej sieci komunikacyjnej. (Fakt, że ówczesne “autostrady” miały nawierzchnię z polnych kamieni i szerokość dwóch furmanek – ale tak było wszędzie). Spore odcinki autostrad oddano też do użytku w socjalistycznej Czechosłowacji, i to w okresie, gdy doświadczała ona radzieckiej “bratniej pomocy” znacznie intensywniej, niż PRL. A znowu w II RP, dla odmiany, Rosjanie mieli do powiedzenia raczej niewiele (chyba, że wierzyć pogłoskom o poleceniach z Kremla przekazywanych marszałkowi Piłsudskiemu przez tajny telefon w ścianie bóżnicy), a od jednej do drugiej wojny światowej większość jej obywateli porządnej drogi na oczy nie zobaczyła. Ba, całkiem wielu było takich, którzy nie wiedzieli, jak się chodzi po schodach.
***
Jak jasno wynika z powyższego, podczas rozmowy na temat transportu w Polsce prawidła logiki nie obowiązują. Winą za jego fatalny stan możemy obarczyć absolutnie każdą postać, ideologię czy zbiorowość, której z jakichś powodów nie lubimy. A teraz powiem Wam prawdę. Za tę całą naszą infrastrukturalną nędzę od początku do końca odpowiada Zygmunt III Waza.
Roman Czubiński
P.S.: Data publikacji tekstu nie jest przypadkowa. Rocznica obalenia “ustroju komunistycznego” to dobra okazja, aby przyjrzeć się temu, co udało się od momentu jego obalenia zdziałać na polu infrastruktury. Obalenie czegoś, co nigdy i nigdzie naprawdę nie zaistniało, to bezsprzecznie duże osiągnięcie. Jak widać, budowa i utrzymanie porządnej drogi może jednak okazać się zadaniem znacznie trudniejszym.