Dzień dobry.
Tyle wstępu.
Nie lubię gadać o sobie. Uważam wypowiedzi autotematyczne za stratę czasu – są jałowe, nie wnoszą nic nowego, że już nie wspomnę o tak oczywistej sprawie, jak ich brak obiektywizmu. Tak samo nie rozumiem celu pisania wierszy opiewających poezję, śpiewania piosenek o piosence, prowadzenia debat partyjnych na temat ograniczony do samej partii itp. A jednak, na przekór tej niechęci, pierwszy wpis na nowym blogu poświęcę… blogowaniu. Między innymi.
Bo czy nie zastanawialiście się kiedyś nad sensem mówienia o swoich poglądach? Co ma na celu facet oznajmiający setkom wirtualnych czytelników: “Ja, Jan Kowalski, mam zdanie takie i takie”? Chce się przypodobać internautom, czy ich oburzyć? Zależy mu na przekonaniu ich do swoich sądów, czy raczej tylko na zwróceniu na siebie ich uwagi? Odpowiedź dla każdego blogera będzie nieco, lub nawet zupełnie, inna. Ale są przecież i tacy, których ciarki przechodzą na samą myśl o zabraniu głosu, choćby miało to być pytanie o godzinę. Ci na pewno zapytają (w myśli, bo głośno tego nie powiedzą): Na co Ci to? Po grzyba inni mają wiedzieć, co myślisz?
Ważną tą kwestią bywały już zaprzątnięte o wiele tęższe głowy, niż moja. Definicja Ketmanu, którą przeczytacie za chwilę, jest efektem pracy jednej z nich. Tytuł dzieła, z którego pochodzi, oraz nazwisko autora nie ma większego znaczenia; dociekliwy czytelnik znajdzie te informacje w rozdziale “Zniewolonego umysłu” Miłosza o tytule identycznym z tą notką. Czym zatem jest Ketman? Posłuchajcie:
“(…) posiadacz prawdy nie powinien wystawiać swojej osoby, swego majątku i swego poważania na zaślepienie, szaleństwo i złośliwość tych, których Bogu spodobało się wprowadzić w błąd i utrzymać w błędzie. (…)
Jednakże są wypadki, kiedy milczenie nie wystarcza, kiedy może ono uchodzić za przyznanie się. Wtedy nie należy się wahać. Nie tylko trzeba wtedy wyrzec się publicznie swoich poglądów, ale zaleca się użyć wszelkich podstępów, byleby tylko zmylić przeciwnika. Będzie się wtedy wypowiadać wszelkie wyznania wiary, które mogą mu się podobać, będzie się odprawiać wszelkie obrządki, które uważa się za najbardziej niedorzeczne, sfałszuje się własne książki, wykorzysta się wszelkie środki wprowadzania w błąd.
W ten sposób zdobędzie się wielkie zadowolenie i zasługę, że uchroniło się i siebie, i swoich, że nie naraziło się cennej wiary na ohydny kontakt z niewiernym, i wreszcie, że oszukując tego ostatniego i utwierdzając go w jego błędzie, ściągnęło się na niego hańbę i nędzę duchową, na którą sobie zasłużył.”
Nie wiem, co poczuliście po przeczytaniu tego cytatu. Oburzenie? Pogardę? Zrozumienie dla tego, co sami być może praktykujecie? To Wasza prywatna sprawa. Ja się Ketmanem brzydzę. Wcale nie mówię, że np. w czasach stalinizmu, do których Miłosz odnosił ową definicję, też byłby ze mnie taki kozak. Ale nie rozumiem, dlaczego dziś, w dobie wolności sumienia i słowa, tylu ludzi wciąż wydaje się ukrywać, co naprawdę myślą?
Ja nie będę ukrywał. Bo z Ketmanem wszelakim, jak to już powiedziałem, nie chcę mieć nic wspólnego. Dlatego właśnie piszę. A Ty?
Napisał: Roman
Tagi: Ketman, światopogląd
2008/06/23 o 10:01 pm |
Nie pozostaje nic innego jak tylko przytoczyć przykład “czulego_wojtka” (oficjalny pseudonim). Człowieka nienawidzi co najmniej połowa społeczności internetowej, a wszystko dzięki regularnym wpisom (pełno w nich błędów ortograficznych, fleksji, składni itp.) na forach Onetu…
2008/06/23 o 10:25 pm |
Nie znasz powiedzenia “głupi jak komentarz z Onetu”?
Ale jeśli chodzi o treść notki, to przykład “cz_w” nie jest zbyt szczęśliwie dobrany.
2008/06/24 o 11:24 am |
A ja piszę, bo lubię. Sprawia mi to frajdę i fajnie jest pogadać z ludźmi na jakiś temat.
Moim zdaniem, fora Onetu są przykładem tego, że wielu ludzi Internet ogłupia. Poziom postów jest żenująco niski,
2008/06/24 o 12:36 pm |
i tak jesteśmy funkcją innych ludzi prawda? w jakiś stopniu Ketmanimy wszyscy. Większość ludzi nie obchodzi “Twoje” zdanie- posługują się stereotypami które w nich wrosły.
Nie mniej jak już znajdzie się ekipę ludzi chcących się intelektualnie rozwijać itd. to wtedy Ketmanienie staję się ohydne.
2008/06/24 o 6:33 pm |
O sens blogowania zapytałam się po raz pierwszy, gdy zdałam sobie sprawę z tego ile czasu zajmuje mi przesiadywanie przed komputerem. Ale nie prowadziłam bloga o własnych poglądach. Było o Władcy Pierścieni, potem prezentacja wypocin i epizod grafomanii. Teraz – tylko kino Indii i blog, na którym czasem piszę coś od siebie, gdy najdzie mnie wena twórcza, co zdarza się ostatnio raczej rzadko.
). Rozmawiać – tak, w realu. Bo przez ten Internet tak naprawdę oddalamy się od ludzi.
Ale z blogowaniem wiąże się pytanie – czy ktoś to będzie czytał? O blog Bolly się nie martwię, bo kino to stało się modne (niestety, objawia się to dołączaniem do gazet co gorszych produkcji). Jednak ten drugi? Z blogowaniem wiąże się wymiana zdań, poglądów, współpraca z innymi ludźmi, czyli odwiedzanie blogów innych. a ja ostatnio nie mam na to ani czasu ani specjalnej ochoty (chyba jednak wolę wymęczyć ten “Potop”
Ach, i prawdziwa plaga, nieszczęście Internetu – dzieci Neostrady, trolle czy jak inaczej się je nazywa. Nie pomyśli, a pisze głupoty, często ozdobione uroczą FaLą (jej, mnie to jakoś nie wychodzi, cóż, brak doświadczenia). Kiedyś mnie to denerwowało. Teraz mam nadzieję, że im kiedyś przejdzie.
Pozdrawiam.
2008/06/25 o 12:44 am |
Misiek – cytatu o “funkcji innych ludzi” nigdy do końca nie rozumiałem, w każdym razie nie wydaje mi się, żeby relacje z innymi koniecznie musiały wpływać na tłumienie własnych poglądów. Już prędzej na ich ewoluowanie – antysemita, który zaprzyjaźni się z Żydem, zapewne zmieni swoje zdanie o tej nacji.
Justyna – wena nie towarzyszy nikomu bez przerwy
A co do Internetu… nie sądzę, żebym z jego powodu oddalał się od ludzi, ale na wszelki wypadek i tak co jakiś czas robię sobie dzień bez. Dobra metoda, polecam
2008/06/25 o 11:29 am |
Absolutnie – oczywiście, że inni ludzie wpływają na nas, Ossowski nazywa to refleksami padającymi na naszą osobowość, dzięki temu w oczach wielu ludzi wyglądamy inaczej, ale też często wpływa to na zmiany, bo owe refleksy wpływają później na introspekcję naszej duszy utożsamianiem przez Ossowskiego z osobowością. I najczęściej są to właśnie poglądy.
2008/06/28 o 6:37 pm |
No ,znalazłem
Po przeczytaniu wpisu przyszło mi na myśl ,że Gombrowicz w “Ferdydurke” (tak ,przeczytałem tę książkę ,nawet spodobała mi się) chyba faktycznie miał rację ,że jak już przypną nam gębę ,to się z niej nie uwolnimy ,chyba ,że do innej ,a my po prostu gramy kogoś innego .
No bo np. jeśli mi się wydaje ,że ja jestem sobą ,to czy tak jest w rzeczywistości ? A może ja tylko gram siebie ,tak naprawdę nie będąc nim ?? Może te rzesze pokemonów ( http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Pokemon_(osoba) ) są właśnie sobą ? ;D
Pozdrawiam
2008/07/12 o 1:53 am |
Czasem pojawia sie koniunkcja checi, weny i mozliwosci. Okazja czyni przeciez nie tylko zlodziejem.