Nie dla każdego

By absolutnie

[źródło: Polska Dziennik Łódzki]

Pierwszy szeroko nagłośniony przypadek znęcania się nad pedagogiem miał miejsce jesienią 2003 r. w toruńskiej budowlance. Wkrótce okazało się, że nie jest to jednorazowy incydent, lecz nowa świecka tradycja, szybko zdobywająca uznanie w kolejnych placówkach. Być może niedługo usłyszymy o doktorantach jednej z renomowanych uczelni, gnojących swojego promotora? Póki co, ostatnie słowo w tej dziedzinie należy do uczniów pewnego łódzkiego ogólniaka. Licealiści postanowili urozmaicić sobie nudną lekcję angielskiego, obrzucając nauczycielkę wyjątkowo podobno soczystym mięsem. Całość oczywiście sfilmowali, a następnie, rozpierani dumą z mołojeckiego wyczynu, pochwalili się nagraniem w Sieci.

Jak łatwo się domyślić, żywot filmiku nie był długi: odpowiednie władze szybko podjęły odpowiednie działania. Kompromitujące nagranie zostało usunięte z serwera, a przodujący w poniżaniu nauczycielki główny “bohater” – wyrzucony ze szkoły. Teraz klasa przychodzi podobno na lekcje z wyjątkowo smętnymi minami, a potulności, z jaką uczniowie poddają się dyscyplinie, nie powstydziliby się w obliczu swego prezesa posłowie PiS. Na pozór więc wszystko jest, jak być powinno…

…a w feralnej szkole nadal wrze. Upokorzona przez własnych uczniów anglistka jest – jak twierdzi – szykanowana przez dyrekcję. Pani dyrektor miała nazwać ją nieudacznikiem i zagrozić złożeniem skargi do kuratorium, a to w celu zmuszenia jej – kuchennymi drzwiami – do odejścia z pracy. Grono pedagogiczne jest oburzone.

Zachodzi tu – moim zdaniem – wielkie nieporozumienie. Oburzające jest w całej sprawie właśnie to, że dyrekcja nie zdecydowała się wprost odsunąć od pracy pedagoga, który się nie sprawdził! Że dementuje pogłoski, jakoby w ogóle o takiej decyzji myślano!

Zawód nauczyciela, jak każdy inny, wymaga określonych kwalifikacji, bez których posiadania poprawne wykonywanie go po prostu nie jest możliwe. Jak wyobrażacie sobie pracę policjanta, który boi się własnego cienia, a widząc na horyzoncie młodego człowieka w dresie, bierze nogi za pas? Albo żołnierza, który nie umie utrzymać karabinu? Na mocy zapisów Karty Nauczyciela pracownik oświatowy, podobnie jak policjant czy żołnierz, jest funkcjonariuszem publicznym. Jeśli w celu utrzymania dyscypliny w klasie musi uciekać się do pomocy organów ścigania – powinien poszukać innej pracy.

Nauczycielstwo to nie zawód dla każdego. Niestety, z wielu powodów – tragicznie niskie pensje, marny prestiż, złe przygotowanie na studiach – stało się w ciągu lat zawodem dla tych, którym gdzie indziej nie wyszło. Dobór kadr odbywa się w dużej mierze poprzez selekcję negatywną: przystań w szkołach znajdują ci, którym lepiej płatnej pracy nie udało się dostać. Wspomniane paragrafy Karty Nauczyciela, wprowadzone do niej staraniem ministra Romana Giertycha (Zero tolerancji…), tylko pogorszyły sytuację. Teraz nawet największe zero może czuć się za pulpitem bezpiecznie, wiedząc, że jak niedołężnie nie obchodziłoby się z uczniami, w razie czego zawsze będzie kryte. Po co więc jeszcze samemu wypracowywać sobie autorytet u młodzieży? Niech się inni frajerzy w to bawią.

Frajerzy… Oczywiście, są i tacy, których do uczenia cudzych dzieci pcha powołanie. Tym do uzyskania posłuchu i przekazania wiedzy nie jest potrzebny żaden bat w postaci statusu funkcjonariusza czy Giertychowego “zera”. Ale “Siłaczek” zawsze jest zbyt mało w stosunku do potrzeb.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie?!

Roman Czubiński

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz