Piosenka, mimo upływu lat, wydaje się być nieśmiertelna. A Wy jak spędzicie wakacje?
***
W tygodniu – to jesteśmy cisi jak ta ćma,
W tygodniu – to nam wszystko wisi aż do dna,
A jak się człowiek przejmie rolą – sam Pan wisz -
To zaraz plecy go rozbolą albo krzyż…
W tygodniu – to jesteśmy szarzy jak ten dym,
W tygodniu – nic się nie przydarzy, bo i z kim?
I życie jak koszula ciasna pije nas,
Aż poczujemy mus i raz na jakiś czas:
W Polskę idziemy, drodzy Panowie!
W Polskę idziemy!
Nim pierwsza seta zaszumi w głowie,
Drugą pijemy!
Do dna, jak leci, za fart, za dzieci,
Za zdrowie żony,
Było, nie było, w to głupie ryło,
W ten dziób spragniony!
Świat, jak nam wisiał, tak teraz nie jest nam wszystko jedno:
Śledziem się przeje, kumpel się śmieje, dziewczyny bledną…
Świerzbią nas dłonie i oko płonie,
Lśni jak pochodnia,
Aż w nowy tydzień świt nas wygoni,
No a w tygodniu:
W tygodniu, bracie, wolno goisz kaca fest,
Bo czy się leży, czy się stoi, jakoś jest,
W tygodniu lepią ci się oczy, boli krzyż,
A wyżej nerek nie podskoczysz – sam Pan wisz…
W tygodniu żony barchanowe chrapią w noc,
A Ty owijasz ciężką głowę ciasno w koc
I rano gapisz się na ludzi okiem złym,
Aż nagle coś się w Tobie zbudzi – i jak w dym:
W Polskę idziemy, drodzy panowie!
W Polskę idziemy!
Nim pierwsza seta zaszumi w głowie,
Do ludzi lgniemy:
- Słuchaj, Rodaku! Czerwone maki!
Serce! Ojczyzna!!!
- trzaska koszula – Tu szwabska kula,
Tu, popatrz, blizna…
Potem wyśnimy sen kolorowy, sen malowany
Z twarzą wtuloną w kotlet schabowy… panierowany…
My, pełni wiary, choć łeb nam ciąży,
Ciąży jak ołów,
Że żadna siła zła nie pogrąży
Orłów, sokołów!
A potem znów się przystopuje i znów gaz…
A społeczeństwo nas szanuje – lubią nas!
Uśmiecha do nas się najmilej ten i ów,
Tak rośnie, rośnie nam przywilej – świętych krów!
Niejeden to się nami wzrusza, słów mu brak,
Rubaszny czerep, ale dusza – znany fakt…
Nas też coś wtedy w dołku ściska, wilgnie wzrok…
Bracia, Rodacy! Dajcie pyska! Równać krok!!!
W Polskę idziemy! W Polskę idziemy!
Bracia, Rodacy!
Tu się, psia nędza, nikt nie oszczędza!
Odpoczniesz w pracy!
W pracy jest mikro, mikro i przykro,
Tu – gołdą spływa!
Cham lub bohater – polska sobotnia
Alternatywa.
Aż wstanie ranek i skacowani wstaną tytani
I znowu – W Polskę! Bracia kochani! Nikt nas nie zgani!
Nikt złego słowa, Łomża czy Nakło,
Nam nie bałaknie!
Jakby nam kiedyś tego zabrakło…
Nie! Nie zabraknie!
***
Jeśli o mnie chodzi, najbliższe dwa tygodnie spędzę tutaj. Zachęcam do śledzenia całej imprezy: będzie na niej mowa o rzeczach znacznie ważniejszych, niż wszystko, o czym tutaj piszę. Tak czy inaczej – do zobaczenia!
Roman Czubiński
Tagi: alkohol, Młynarski, obyczajowe, satyra, W Polskę idziemy, Wojciech Młynarski