54. Tuwim – Kwiaty Polskie [fragment]

Opowiadając uczniom o Polsce Ludowej, nauczyciele historii i języka polskiego sięgają czasem po piosenki Jacka Kaczmarskiego i wiersze Stanisława Barańczaka. Ciekawe, czy któryś w ramach lekcji o II Rzeczypospolitej zapoznał wychowanków z poniższym tekstem?

***

(…)
Mój anglofilu i zelancie
wolności, tolerancji, prawa,
co ze mną jesteś dziś w aliansie,
za dobrze, mój figlarzu, znam cię…
“Kawa na ława!”

Gdy zwiądł rozmaryn, kwiat prześliczny
polskiej paproci romantycznej
(Pamiętasz? “O, mój rozmarynie…
I pierwsza łza gorąca spłynie,
że zakwitł… jest… więc ty do kwiecia:
“Rozwijaj się!” – i druga, trzecia,
a ty przynaglasz, szerzej, głośniej,
i płynie: “O, mój rozmarynie,
rozwijaj się!…” I tak miłośnie,
tak rzewnie kwiat na oczach rośnie,
i coraz więcej łez i wiosny
na rozmarynie, na miłosnym,
i ciągniesz: “Pójdę do dziewczyny” -
i śpiewasz: “Pójdę do jedynej,
zapytam się…”) -

Zapytaj się:
o podeptane butem kwiecie,
choćby o jedno pięciolecie -
kiedy się Wilk Żelazny rozpadł
na setki piesków skocz-hitlerków,
kiedy jak trąd, jak czarna ospa,
pokryła Polskę dzicz burszowska
szturmowców, sturmerowskich “clerków”;
gdy generalskie Kaffeepflanze
złapały faszystowską francę
i matkowały bogom nowym:
Pierwszej Kohorcie czy Falandze
ostatnich mętów i szumowin;
Kiedy ministrom wystraszonym
na murach pisał epitafium
wódz, młokos, gówniarz “prześwietlony”
mistyczną misją wprost z Monachium;
gdy panowali na ulicy
drobnomieszczańscy drobni dranie,
już znakomici “katolicy”,
tylko że jeszcze nie chrześcijanie;
gdy się szczycili krzepą pustą,
a we łbie grochem i kapustą,
gdy bili Żydów z tej tężyzny,
tak bili, rozjuszeni chwaci,
że większy wstyd był za ojczyznę,
niż litość dla mych bitych braci,
gdy groził “nocą długich noży”
liryk, deliryk, satanista,
gdy ksiądz …ski, “sługa Boży”,
w stolicy sławił Antychrysta,
ksiądz Trzeciak w Norymberdze zasię
hołd składał parteitagom wrażym,
a księdza Pudra o tym czasie
policzkowano przed ołtarzem;
gdy cham i nieuk, jeden z drugim,
szpik, łapacz z “dwójki” czy z “Zadrugi“,
znieważał “Żyda” Mickiewicza
i – nie bał się Jaroszewicza,
w pięcie miał rząd, opinię, prasę,
bo szefa miał – na Wilhelmstrasse;
gdy Wielki Łowczy w Polsce gościł
i wielkopańskie pił szampany,
gdy zapijały się z radości
ozońskie błazny i bałwany,
że podejmują Ribbentropa
(A wyrok był już podpisany,
na śmierć skazana Europa);
gdy wielki brzmiał w obozie jubel,
że Józek z Hessem był na wódce,
że Ciano w tany porwał Dziubę,
że Bolek z Eddą tnie hołubce -
o, danse macabre! Gdy wbijali
tym tańcem gwoździe w naszą trumnę;
[...]
kiedy berlińskich biesów szajka
ze śmiechu się tarzała, patrząc,
jak się przyjaźnią z nimi paprzą,
jak Polskę toczy rak marszałka;
gdy było “byczo” i rząd “amcił”,
Śmigły “podciągał” gosudarstwo,
a olrajtnicy, adiutanci
stukali obcasami dziarsko;
gdy się u stóp głuptasa wili
ten w “szczerym hołdzie”, ów na żołdzie,
gdy honor dziejów plugawili
nikczemnym marszem na Zaolzie;
kiedy sztrabanclom z oenerii
Miedziński składał ukłon dworski,
a Słonimskiego bił w cukierni
plagiografoman Ipohorski;
gdy arsenałów nie doglądał
buławy legendarnej dziedzic,
a dla mnie szubienicy żądał
poeta polski Pierd-Piertkiewic*;
kiedy za rządów twych ozońców
kto żyw, ten błotem mnie smarował:
bandyci z rozwrzeszczanych “Gońców”,
klechici z Niepokalanowa,
“Myśl (do złudzenia) Narodowa”,
[...]
z “Polski (na pozór) Zbrojnej” młokos,
marsz, marsz, Dąbrowski, herbu Kokos;
hula-babula Hulewica,
kontryfałowa hitlerzyca;
komersów w deklach sztab wałkoni,
draby z “Żylecji” i “Pałkonii“,
Rydzowi “bierkamraci” mili
(razem warzyli, razem pili);
[...]
item – postawię je osobno -
A B C” (“D E F” podobno,
jak i tajniki z “Merkuriusza”);
kiedy im, głupim, rosła dusza,
że będzie getto (jest już getto),
że będą mogli bić po mordzie
“konstytucyjnie”; gdy in petto
marzyli o germańskiej hordzie,
wiernie oddani duszą całą
tym samym w końcu ideałom,
bliźniaczym draństwom i ohydzie;
kiedy w żurnalii robaczywej
nic, tylko wrzało i migało:
Żyd, Żyda, Żydom, Żydów, Żydzie;
[...]
gdy zaprawiony w drobnym kancie
byle kto w łydki mi się wgryzał
– Gdzie wtedy byłeś, mój aliancie?
Gdzie pies ci wtedy mordę lizał?!

“A sio!” – jak mówią. “A ze szkody!”
…bo ja pamiętam Grzmot Majowy
i ogień wiary mojej młodej,
że się w tej Polsce ucieleśni
sen z czarodziejskiej opowieści,
jeśli się ziścił sen wiekowy…
Ale się prześnił… prędko prześnił.
“A sio!” powtarzam. “A ze szkody!”
Nie ma “aliansu”… “NIE MA ZGODY,
MOPANKU”.
Taki koniec pieśni.

* – poeta, o którym mowa, wyzwolił się po wojnie z “nienawiścią opięcia jak mundurem” i zmarł (przed zaledwie czterema laty!) jako (chyba) zupełnie inny człowiek. Nawet ludzie wyjątkowo otumanieni – czy z innych powodów głoszący lub robiący rzeczy niegodne – potrafią się zmieniać. Panie Ziemkiewicz, ludzi ideologicznie Panu niemiłych też to dotyczy.

A o samym Tuwimie poczytajcie tutaj

Jedna odpowiedź na „54. Tuwim – Kwiaty Polskie [fragment]

  1. [...] politycznej jest równie sensowne, jak bezapelacyjne potępianie rządów sanacyjnych na podstawie tego utworu. A przecież paralele muzyczne – i to jakie! – znalazły się i w [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.