Numer specjalny. O Bożym Narodzeniu – inaczej

Wiele, wiele osób powinno przeczytać tę książkę.

Wśród nich ci, którzy twierdzą, że “seks jest zły, bo nie rozwija”.

Ale także ci, według których w dziedzinie zachowań seksualnych człowiek powinien różnić się od królika jedynie długością uszu.

No i ci, w których opinii najlepszym środkiem zapobiegania rozwodom byłoby zakazanie rozwodów.

I jeszcze – a może przede wszystkim? – cierpiący z powodu tzw. “problemów ze sobą” na tle interpersonalnym, emocjonalnym, duchowym…

Nie zapominając o tych, którym wydaje się, że wiedzą, czym jest (zwykle przez nich odrzucane) chrześcijaństwo – a gówno wiedzą tak naprawdę: ich wyobrażenie na temat tej religii, spłycone do granic możliwości, daje się zamknąć w trójcy “Radio Maryja, datki na tacę i rączki na kołdrze”. Bóg, jeśli w ogóle się w tym obrazku pojawia, to jako sadystyczny nadzorca, który czyha na najdrobniejszą okazję, by człowiekowi przywalić (więc całe szczęście, że jest ślepy i przygłuchy; a w sumie chyba w ogóle Go nie ma). Spowiedź jest oczywiście niezrozumiałym aktem “donoszenia na samego siebie”, a nakaz przebaczania należy wyrzucić do śmieci wraz ze smędoleniem zgredów, którzy majaczą, że nadmiar alkoholu szkodzi… – itp., itd.

No więc, Drogi Czytelniku – jeśli chcesz przy takim wyobrażeniu pozostać, to lektura omawianej dziś książki stanowczo nie jest dobrym rozwiązaniem. To, co pisze John Eldredge, bywa obrazoburcze, nieraz budzi odruch sprzeciwu na przemian z niedowierzaniem. Jak się jednak głębiej zastanowić, to – najczęściej – ma sens. Próbka poniżej.

***

“Jaki jest ogólny nastrój scen Narodzenia? Czy one wszystkie nie są utrzymane w ciepłej, idyllicznej atmosferze, spokojnym, intymnym nastroju podobnym do tego, który towarzyszy śpiewowi Cichej nocy albo Ach, ubogi żłobie? I choć to wszystko jest bardzo prawdziwe, jest jednocześnie bardzo zwodnicze, ponieważ nie stanowi całości obrazu tego, co naprawdę zaszło. Żeby go zyskać, trzeba się zwrócić do Apokalipsy.

“Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia.

I inny znak ukazał się na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów. A ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba; i rzucił je na ziemię.

I stanął Smok przed mającą rodzić niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej Dziecię. I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasał rózgą żelazną (…).

I nastąpiła walka w niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze smokiem. I wystąpił do walki smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię; został strącony na ziemię, a z nim zostali strąceni jego aniołowie.”

(Objawienie św. Jana 12, 1-5.7-9)

Podobnie jak Philip Yancey, tak i ja nigdy nie widzałem tej wersji Bożego Narodzenia na kartce świątecznej. Jednak ta historia jest prawdziwsza od innych, resztę stanowi obraz tego, co zaszło tamtej pamiętnej nocy. Yancey nazywa narodziny Jezusa Wielką Inwazją, “śmiałym najazdem władcy Dobra na obóz Zła we Wszechświecie”. Z duchowej perspektywy ta noc nie była wcale cicha. Była prawdziwą “Godziną Zero”. “To zupełnie przekracza moje pojęcie, a jednak uznaję, że takie wyobrażenie jest kluczem do zrozumienia Bożego Narodzenia i w istocie kamieniem milowym mojej wiary. Jako chrześcijanin wierzę, że żyjemy w paralelnych światach. Jeden świat składa się z gór, jezior, stodół, polityków i pasterzy pilnujących swych stad nocą. Drugi świat składa się z aniołów i sił zła”, i całego królestwa duchowego. Dziecię się rodzi; kobieta ucieka i historia toczy się dalej:

“I rozgniewał się Smok na niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa.”

(Objawienie św. Jana 12, 17)

Oprócz świata i ciała istnieje o wiele groźniejszy wróg… ten, o którym rzadko mówimy. I jesteśmy o wiele gorzej przygotowani, by mu się przeciwstawić. Jednak tu właśnie żyjemy – na linii frontu gwałtownej duchowej walki, która jest odpowiedzialna za większość nieszczęść, jakie widzimy wokół siebie, i większość ataków na nas. Nadszedł czas, żebyśmy przygotowali się do niej.

John Eldredge, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, Poznań 2003, s. 155-156. Przekład: Justyna Grzegorczyk.

Jedna odpowiedź na „Numer specjalny. O Bożym Narodzeniu – inaczej

  1. [...] do Eldredge’a też nie będzie od [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.