90. Młynarski – Smutne Miasteczko

2017/03/21

Wozy z lat 80., z których pochodzi tekst, w końcu pojechały. Pojadą i te dzisiejsze – a ruszą tym szybciej, im więcej będzie nas, świadomych obywateli. Szkoda tylko, że Autor tego nie doczekał.

***

Raz państewko mi się przyśniło
otoczone górami wkoło,
co od innych tym się różniło,
że w nim strasznie było wesoło.

Żarty brzmiały na każdym kroku,
żartowali duzi i mali…
Ludzie wcale nie mieli boków,
bo ze śmiechu je pozrywali!

Aż szef państwa rzekł do ministrów,
co tych żartów słuchali bladzi:
Szkodliwemu temu zjawisku
jakoś, wiecie, trzeba zaradzić!

Do państewka tego stolicy,
co leżała nad krętą rzeczką,
sprowadzono więc zza granicy
Objazdowe Smutne Miasteczko.

Karuzela się nie kręciła,
a mechanik na pryszcze chory
ludziom w uszy wciskał na siłę
swój jedynie słuszny życiorys.

Dostrzec można było tam bubka
w oprychówie i ocieplaczu,
co zachwalał widzom przeróbkę
beczki śmiechu na beczkę płaczu.

Śmiech istotnie przygasł w narodzie,
a radosna ministrów rada
zakrzyknęła: – O to nam chodzi!
Ta koncepcja nam odpowiada!

A widz pewien pod płaczu beczką
do sąsiada szepnął: – Sąsiedzie,
to jest tylko smutne miasteczko,
ono sobie kiedyś pojedzie…

Lecz znał, widać, życie za mało
albo patrzył na świat za prosto,
bo miasteczko nie pojechało,
lecz zostało – i się rozrosło!

Rozpaczliwi nieudacznicy
i cynicy o wrednych pyskach
na miasteczka głównej ulicy
otwierali swoje stoiska.

Starcy wstrętni i niewyżyci
i przygłupy z mózgu chlupotem
w tym miasteczku, w pełnym zachwycie,
zabierali się do roboty

i od stoczni do ciemnych sztolni
śpiew chóralny dzień rozpoczynał:
Dalej, głupki! Naprzód, niezdolni!
Przyszła nasza piękna godzina!!!

I Miasteczko rosło i rosło,
i Miasteczko większe wciąż było,
przyjechało zimą, a wiosną
kraj calutki sobą pokryło,

aż śmiech całkiem zamarł w narodzie,
a radosna ministrów rada
powtarzała: „O to nam chodzi!
Ta koncepcja nam odpowiada!

A kto zdrowy rozsądek cenił,
ten ponury przeżywał dramat…
Tylko jeden widz się nie zmienił
i nie zwątpił, i się nie złamał,

i do dzisiaj pod płaczu beczką
wciąż powtarza: – Nie, nie… Sąsiedzie,
to jest tylko smutne miasteczko,
ono sobie kiedyś pojedzie!

I nie mylił się facet miły:
pierwsze wozy jakby ruszyły?…

I niemało już odjechało,
ale drugie tyle zostało…


Bęc

2016/12/24

Ochota, pracowitość, twórczy zapał, determinacja i niewątpliwy talent, z jakimi Podła Zmiana psuje nam Polskę, wpędziła mnie w końcu w jakieś zobojętnienie. Jasne, chodziłem na protesty, dyskutowałem, wspierałem KOD i resztę opozycji, na ile mogłem – ale na prowadzenie bloga w ostatnich miesiącach nie miałem po prostu siły. Za dużo bodźców. Po co pisać coś większego niż krótkie statusy na FB, skoro zanim skończę jedną notkę, pojawiają się tematy na 10 nowych?

Dlatego z publicystycznego reagowania na kolejne idiotyzmy i draństwa przestawiłem się na ich bierne rejestrowanie. O, agenturalny smrodek wokół ministra obrony. O, wycinają Puszczę. O, gnoją niezawisłe sądy. O, czyszczą prokuraturę z niepokornych. O, dyplomacją kieruje typ, który z tymi manierami nie przeszedłby selekcji na ciecia w akademiku. O, nawet ja mógłbym być teraz w radzie nadzorczej wszystko-jedno-czego, gdybym tylko wstąpił parę lat temu do młodzieżówki PiS. O, napisali w pięć minut coś, co ma być szkolną podstawą programową (z nauką skandowania zamiast funkcji liniowych). O, a teraz dla odmiany pastwią się nad nieboszczykami… Przy grubszych rozróbach – choćby ostatnio, gdy PiS z Kukizem uchwalili sobie budżet przy wielokrotnym złamaniu prawa – robiłem tylko trochę większe „O” i świat toczył się dalej.

Aż tu nagle, jak podały Wirtualne Media

” W najbliższą niedzielę TVP3 Warszawa pokaże ostatni odcinek programu satyrycznego „Studio YaYo”, tworzonego i prowadzonego przez Pawła Dłużewskiego i Ryszarda Makowskiego. (…) – Powodem są finanse – powiedział Wirtualnemedia.pl Marek Kuliński, sekretarz programowy stacji.”

Wiadomość wydaje mi się symboliczna z dwóch powodów. Aby wyjaśnić pierwszy z nich, opowiem najpierw, w jaki sposób rzeczony „program satyryczny” odebrała pewna mądra Osoba, której zdanie ogromnie cenię nawet wtedy, gdy się z nim nie zgadzam. „Ale oni tego nie robią poważnie, prawda? To jakaś opozycyjna satyra na sytuację w TVP…” – stwierdził ze śmiertelną powagą mój Autorytet po zapoznaniu się z losowo wybranym odcinkiem.

Bo czyż władza, o której mowa – z jej programem, praktyką działania, wreszcie kadrami – to nie doskonała parodia wartości, którymi sama wypchała sobie gębę? Czy niszczenie „prawem i lewem” Trybunału Konstytucyjnego (a więc de facto unieważnienie Konstytucji) to nie kapitalne szyderstwo ze Sprawiedliwości, a już zwłaszcza z Prawa? Czy prowokowanie konfliktów z najważniejszymi sojusznikami Polski w imię partyjnego interesiku, czy rozsadzanie Unii Europejskiej od środka nie jest kpiną z troski o polską rację stanu? A co powiecie o obelgach, fałszywych oskarżeniach, a czasem i pogróżkach pod adresem opozycji – który wróg chrześcijaństwa w równie morderczy sposób ośmieszyłby przykazanie miłości bliźniego (że o paru innych nie wspomnę)? Yaycarzy mamy u władzy pierwszorzędnych… Zaraz, że co? Że oni to wszystko serio?!

Drugi – to podany przez TVP powód usunięcia owego arcydzieła. Nie miażdżące recenzje ekspertów, nie poziom wykonawczy (powiedzieć „artystyczny” to jak nazwać gazetkę porno traktatem filozoficznym), nie lizodupstwo przebijające sufit skali Pietrzaka czy innego Rosiewicza, a już na pewno nie wstyd z powodu obecności czegoś takiego w Mediach Publicznych Najjaśniejszej RP. Kasa, kasa, kasa, a właściwie jej brak – to jedyne, co mogło skłonić szefów tego cyrku do wyrzucenia zbuka („ZbOOkA„?) tam, gdzie jego miejsce.

Obawiam się, że z rządami PiS, tym Studiem YaYo w skali makro, będzie tak samo. Dopóki nie braknie im kasy na dalsze rozdawnictwo – Suweren nie powie „dość” wystarczająco głośno i stanowczo, by zatrzymać obłęd. Ten moment, prędzej czy później, nadejdzie; będą spadać, aż miło (jak z drzewa wiśnie, bęc). Tylko Polski szkoda, bo do tego czasu spieprzą jeszcze bardzo wiele.

Mimo wszystko – Wesołych Świąt.

Roman Czubiński


13 grudnia. Pamiętamy

2016/12/13

W odróżnieniu od płk. Adama Mazguły mam szczęście nie podlegać służbowo „ludziom bez honoru”. Mogę więc bez obaw i we własnym tylko imieniu napisać, co myślę o dzisiejszej rocznicy. A myślę, że:

– Ludzie władzy na różnych szczeblach dopuścili się podczas wprowadzania stanu wojennego wielu zbrodni i podłości. Dobrze, że większość z nich można dziś rozliczać, a ofiarom wypłacać odszkodowania.

– No właśnie: wypłacać ofiarom osobiście, a nie np. ich dzieciom, które straciłyby rodziców podczas tłumienia kolejnego polskiego zrywu przez Armię Czerwoną.

Stan wojenny, przy całej tragiczności, uchronił Polaków przed stokroć bardziej krwawą radziecką inwazją. Twierdzenie, że interwencji by nie było, to naiwność. Utrata Polski oznaczałaby dla ZSRR utratę całej Europy Środkowej (rzut oka na mapę: którędy prowadziła droga z Sowietów do NRD?), a do tego agresywne nuklearne supermocarstwo ery Breżniewa nigdy by nie dopuściło.

– Inna sprawa, że być może zamiast zbrojnego ataku wystarczyłoby odcięcie Polsce dostaw ropy i gazu, bo niby kto „bogatemu” zabroni? Skutki podczas ostrej zimy 1981/82 łatwo sobie wyobrazić.

– Pierwsza „Solidarność” walczyła o słuszne cele (niepodległość, demokracja, samorządność) źle dobranymi metodami. Żądania „na dzień dobry oddajcie całą władzę, a potem zobaczymy” to słaba taktyka w rozmowach z przeciwnikiem uzbrojonym po zęby, który w dodatku – choćby i chciał – nie może ustąpić dalej, niż pozwala mu drugi przeciwnik, silniejszy tak ze 20 razy.

– Rolę Kościoła można oceniać różnie, z pewnością jednak kardynałowie Wyszyński i Glemp nie byli głupcami. Ich namowy, by liderzy „S” powściągnęli apetyty i poszli na kompromis, wynikały nie z sympatii dla PZPR, lecz z trzeźwej oceny sytuacji. Gdyby związkowcy posłuchali prymasa i zgodzili się choćby na udział we Froncie Porozumienia Narodowego (listopad 1981 r., ograniczony, ale jednak pluralizm polityczny), do stanu wojennego zapewne by nie doszło.

– Radykalizacja nastrojów (po obu stronach) groziła wybuchem zamieszek na skalę trudną do przewidzenia, z wojną domową włącznie. Iskrą mógł stać się choćby dowolny incydent podczas masowych demonstracji w rocznicę masakry na Wybrzeżu, planowanych na 17 grudnia.

– Osobna kwestia to ekonomiczny program „S” – rozdawnicza utopia, której realizacji (trzyletnie płatne urlopy macierzyńskie, bajońskie podwyżki pensji…) nie wytrzymałby pewnie nawet budżet USA, a co dopiero ledwo dysząca gospodarka PRL.

Jaką inną decyzję mógł – wobec tego wszystkiego – podjąć u schyłku 1981 r. odpowiedzialny polityk rządzący Polską? Macie pomysły?

To słucham. Obiecuję nie kasować nic poza naprawdę drastycznymi bluzgami.

Roman Czubiński


89. Tuwim – Wiersz Wielce Uczony

2016/07/21

ZNALAZŁEM TO W INTERNECIE. CZYLI TO MUSI BYĆ PRAWDA!!!

Dzisiejsza wersja utworu zawierałaby niewątpliwie wzmiankę o takich wiarygodnych źródłach wiedzy o świecie, jak jutub i Kwejk. A jeśli już pojawiałoby się w niej radio, to… aż strach pomyśleć, które.

***

Na insułach za Japonami
Kokosz-Pstrokosz czubata, gdy jej
sprowadzono kura z Indyey,
zniosła jaje z karakterami.

A pisało na onem jaju:
„Panim+Efad+Eloim+Hubem”;
i przyfrunął z ziemi Nogajów
Gryphus-Skrzekot z czarnym Cherubem.

(A ów Cherub miał zlote szpony,
a ów Gryphus po chińsku świstał
— jak powiada wielce uczony
Lycosthenes, naturalista.)

I siedziała na onem jaju
Kokosz-Pstrokosz lat siedemdziesiąt
u Pygmejów, w mieście Bombaju,
dokąd drogi sto lat i miesiąc.

Aż się z jaja onego wykluł
Kynocephal z ognistą szyją!
(„U czarownic na konwentyklu
przedni przysmak!” – pisze Delrio.)

Za morzami, w dziwnych narodziech,
ukazali się Auripedzi,
item Człekoń albo Mężodziew
na brandańskiej insule siedzi.

By zaś zgubić tego niewida,
czytaj traktat Horsta z Frankonii
(„Misceatur assa foetida
cum oleo hypericoni
„).

Item czytaj księgi Merlina,
Aldrovanda i Montigrada,
item słuchaj radia z Berlina,
gdy uczony Adolphus gada

vir et miles gloriosus, fastus,
mystagogus magnae experientiae,
Theophrastus Paracelsus Bombastus
,
któren posiadł wszelkie one scyencje.

(1936 r.)


Szóstka-oszustka

2016/06/13

Przedstawianie wyborców PiS i ich intencji wyłącznie w czarnych barwach byłoby krzywdzące. W rzeczywistości obraz jest wielokolorowy.

Jeden sądzi, że polityka zagraniczna PiS poprawi pozycję Polski w Europie. Drugiemu wydaje się, że rządy tej partii zakończą patologie, z którymi zetknął się w różnych sferach działania państwa. Trzeci ma nadzieję, że dadzą nowy impuls gospodarce. Czwarty spodziewa się większego poszanowania bliskich mu wartości konserwatywnych. Piątego przekonał program 500+. Za to szósty

…szósty, niestety, jest cwaniakiem i kombinatorem, który wie, że zmierzająca do autorytaryzmu władza potrzebuje właśnie takich, jak on sam. Kto w końcu, jak nie on, najlepiej „wytłumaczy” narodowi, że – na przykład – łamanie demokracji to nie żadne łamanie demokracji, że niezależne sądownictwo to komunistyczny przeżytek, a ci, co władzy nie kochają i nie chwalą, to zdrajcy i świnie odspawane od koryta? Szósty spodziewa się też, że oddawane władzy przysługi nie pozostaną bez nagrody.

Tak, ten szósty to kawał mendy. W przeciwieństwie – co podkreślam – do pozostałych. Problem polega na tym, że to właśnie on trafnie ocenia sytuację. Pozostałych prędzej czy później czeka bolesne rozczarowanie.


88. Daukszewicz – Wiosna nasza

2016/06/04

Mamy wciąż demokrację i mamy pluralizm.
Demokracji za dużo – czas już ograniczyć!
Niezbyt pluralistyczny jest i kapitalizm:
zamiast żywić i bronić – każe grosze liczyć…

Mamy też i cenzury już pierwsze jaskółki:
wyrzucanych z roboty za własne osądy,
mamy najnowszy ZBoWiD, nietykalne spółki
i jedynie słuszne partie i poglądy!

Mamy też dziennikarzy władzy nieprzychylnych,
których to dla przykładu czas utemperować,
mamy wreszcie Przywódcę, co znów Nieomylny
i klakierów, co krzyczą – Wodzu, Ty nasz prowadź!!!

Mamy też społeczeństwo, które znowu milczy
i tajniaków węszących jak za starych czasów,
mamy donosicieli, wrócił bilet wilczy
i bankiety znów mamy, jak za królów Sasów!

…jednym słowem – powraca wszystko, co sprawdzone,
i brakuje już tylko do obrazu tego
słów:
„Dla dobra Narodu będzie przywrócone
Biuro Polityczne Komitetu Centralnego!”


Zagłoba mruga znacząco, czyli o korzyściach z czytania Sienkiewicza

2016/05/18

Autodestrukcja. Masochizm. Pęd do katastrofy. Zanik instynktu samozachowawczego. Skąd ja, u licha, znam tę atmosferę?! – zachodzę w głowę od ładnych paru miesięcy.

PiS, Kukiza i Korwina wspierają przede wszystkim ludzie bardzo młodzi – dowodzą badania socjologiczne, zgodne tu w stu procentach z moimi własnymi obserwacjami. A przecież to właśnie młodzi najdłużej będą musieli żyć w opresyjnym, niedemokratycznym i wrogim wobec jakiejkolwiek inności państwie, które wyżej wyliczeni im szykują – w czym entuzjazm owej młodzieży walnie pomaga. I proszę nie chrzanić, że PiS państwa opresyjnego budować nie chce: atak na Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy obnażył intencje partii Kaczyńskiego w sposób ostateczny. Ktoś, kto nie zamierza włamać się do mieszkania, nie wyważa zamka w jego drzwiach.

PiS, Kukiza i Korwina wspierają ludzie określający się (z pewnością szczerze) jako patrioci. A przecież integracja europejska (której PiS, o reszcie wymienionych już nie wspominając, bruździ jak tylko może) to gwarancja bezpieczeństwa Polski, zabezpieczenie naszego kraju przed rosyjską ekspansją, a także jedyna siła dusząca niemiecki nacjonalizm – co powinno być jasne jak 2+2=4.

PiS, Kukiza i Korwina wspierają (często w sposób niesmacznie ostentacyjny) liczni duchowni oraz ogromna liczba świeckich katolików. A przecież doświadczenia hiszpańskie, włoskie czy irlandzkie dobitnie pokazują, że sojusz Kościoła z prawicowymi populistami przeciwko wolnościom obywatelskim to najkrótsza droga do dechrystianizacji społeczeństwa.

PiS, Kukiza i Korwina wspiera – o zgrozo! – nawet pewien znany mi anarchista. A przecież elementarna logika wskazuje, że władza szanująca przynajmniej wolność słowa i sumienia powinna być dlań złem bez porównania mniejszym, niż słabo przypudrowany pozorem demokracji zamordyzm.

Autodestrukcja. Masochizm. Pęd do katastrofy. Zanik instynktu samozachowawczego. Skąd ja, u licha, znam tę atmosferę?!…

Olśniło mnie! Już wiem.

„W tejże chwili jacyś konni ukazali się na prochorowskim brzegu. (…)

Zagłoba spojrzał i zimny pot oblał go od stóp do głowy: poznał kozaków Bohunowych. (…) przykrył oczy ręką, niby to jako człek źle widzący wpatrywać się musiał czas jakiś, wreszcie począł krzyczeć, jakby go kto ze skóry obdzierał:

— Ditki! to Kozacy Wiśniowieckiego! O, dla Boga i Świętej-Przeczystej! prędzej do brzegu! Już my tamtych, co zostali, odżałujemy, a porąbać prom, bo inaczej pohybel nam wszystkim!

Zrobił się krzyk, wśród którego nie było słychać nawoływań od strony Prochorówki. W tej chwili prom zgrzytnął o żwir brzegowy. Chłopi poczęli wyskakiwać, ale jedni nie zdążyli jeszcze wysiąść, gdy drudzy rwali już burty promu, bili siekierami w dno. Deski i oderwane szczapy poczęły latać w powietrzu. Niszczono nieszczęsny statek z wściekłością, rwano na sztuki i kawałki, przestrach zaś dodawał siły burzącym.

A przez ten czas pan Zagłoba krzyczał:

— Rąb, tłucz, rwij, pal!… ratuj się! Jarema idzie! Jarema idzie!

Tak krzycząc, wycelował swoje zdrowe oko na Helenę i począł nim mrugać znacząco.”

(H. Sienkiewicz, Ogniem i Mieczem, Warszawa 1964, t. 1, s. 306-307)

Roman Czubiński